poniedziałek, 30 listopada 2009

Trudne do wytrzymania piękno


Polsat Sport. Cafe futbol. Prowadzący: Mateusz Borek, „prowadzeni” – Roman Kołtoń (witam!) i Wojciech Kowalczyk.
Było w programie trochę ważnej publicystyki. Np. na temat proceduralnych uchybień w jednym z okręgów PZPN, co postawiło pod znakiem zapytania legalność wyboru władz Związku z Grzegorzem Latą na czele. Sprawa ma powrócić za tydzień. Warto jej chyba poświęcić więcej czasu.
Poruszono także, planowany na styczeń 2010, wyjazd kadry na 3 mecze do Tajlandii. Za tą niepotrzebną wyprawą stoi Spotfive. I musimy tam grać jako REPREZENTACJA Polski. Bo tylko wtedy firma zarabia. Swoją drogą, marzy mi się dziennikarskie śledztwo na temat powiązań PZPN z firmą Sportfive. Ale byłby hit! Tylko to chyba temat tabu.
Słowem – obejrzeliśmy program na dobrym poziomie.

29.XI.2009 r. Canal+Sport. Liga angielska: Arsenal–Chelsea (0:3) – komentowali: Andrzej Twarowski i Rafał Nahorny. Liga hiszpańska; Barcelona–Real (1:0) – Jacek Laskowski i Leszek Orłowski.
Ci czterej panowie, niewykwalifikowani robotnicy medialni, doznali w pracy przykrej dolegliwości: złapało ich rozwolnienie werbalne. U pana Twarowskiego miało to przebieg gwałtowny, wręcz histeryczny i obfity, Rafał Nahorny i Leszek Orłowski cierpieli spokojniej, ale swoje zrobili, perfum wokół, bynajmniej, nie rozsiewając. Natomiast pana Laskowskiego rozbolał najwyraźniej brzuszek bo zmagał się z syndromem, paplając jak dziecko.
Na koniec Jacek Laskowski podziękował za piękny wieczór. Tylko kto tu miał piękny wieczór? Wy tknięci przypadłością, czy my – telewidzowie, którzy musieli to wytrzymać? Ale podziękować za podziękowanie – wypada!

Canal+Sport. Liga+Extra. Prowadzący: Tomasz Smokowski i Andrzej Twarowski (specjalność: arogancja i błazenada), stały ekspert Tomasz Wieszczycki. Zaproszony gość Franciszek Smuda. W takm gronie o rozsądny dialog trudno. Mimo wysiłków pana Wieszczyckiego. A propos trenera Smudy. Lech Wałęsa był dobrym przywódcą Solidarności i kiepskim prezydentem, Franciszek Smuda jest bardzo dobrym trenerem klubowym, ale… no właśnie. Póki co zatacza się od ściany do ściany.

piątek, 27 listopada 2009

Snobowtór

26.XI.2009. Polsat Sport Extra. Londyn. Tenis ATP: Andy Murray (Anglia) – Fernando Verdasco (Hiszpania) (2:1). Komentują: Wojciech Fibak (była tenisowa znakomitość), Tomasz Tomaszewski (syn).
Podział ról zarysowany wyraziście. Od początku wiadomo kto tu pasterz, a kto się w cieniu pasie. W czasie relacji panowie zwracają się prawie wyłącznie do siebie. Obowiązuje pełna galanteria: zauważyłeś Wojtku, zwróciłeś uwagę Tomku. Wszystko w oparach kurtuazyjnych smrodków, obficie wzajem serwowanych. Wersal w Londynie. Oto ważniejsze fragmenty meczu*.
Pan Wojciech: Widziałeś, Tomku, ten forhend Verdasco? Gdzie patrzył pan Tomasz – nie wiadomo. Ale musiał się zagapić, więc został taktownie upomniany.
Słyszałem, Wojtku, że byłeś wczoraj w konkurencyjnej stacji u Rymanowskiego. Czy Polański teraz wyjdzie?
Pada odpowiedź: Myślę, że tak! Jak Rymanowski i Fibak postanowili, to Polański może odetchnąć!
Pewnie, he, he, Wojtku, wybierzecie się razem na narty?
Możliwe. Elektronicznie zaobrączkowani! – pogodnie zażartował pan Wojciech.
Co do Polańskiego – wiadomo. Ale dlaczego ma być zaobrączkowany Wojciech Fibak. Przecież on, jako wzorowy mąż i ojciec, swoje skłonności skierował ku pełnoletniej i prawnie je zalegalizował.
Pan Tomasz podgaduje: Podobno Verdasco niedawno interesował się Martą Domachowską – i wyobraź sobie, ona wtedy zaczęła grać gorzej. Potem interesował się Aną Ivanović…
Wcale mu się, Tomku, nie dziwię.
…ale ona też, Wojtku, wówczas zaczęła grać gorzej.
Uważaj, Tomku, bo Verdasco cały czas interesuje się Lopezem, i ten także gra słabo!
Teraz nie dziwi, dlaczego biseks Verdasco transmitowane spotkanie przegrał.
Potem pan Tomasz uruchomił kadzielnicę: Pamiętny, Wojtku, Masters w 1976 roku (Madryt) i finał singla z Orantesem – wyfrunął wonny obłoczek kadzidła – Niewiele brakowało… 2:1 w setach i 4:1 w IV secie… Pan Wojciech melancholijnie wspomniał coś o zmęczeniu po ciężkim półfinale z Villasem.
Następnie pan Tomasz rozsmarował na dłoni stosowną porcję stężonej wazeliny: Byłeś kiedyś najlepszym tenisistą świata – rozpoczął energiczną wcierkę przygotowanego preparatu – oczywiście jako deblista – skorygował, po delikatnych protestach kolegi.
I tak to mniej więcej wyglądało.
Trzeba przyznać, że Andy Murray i Fernando Verdasco nie zawiedli. Byli doskonałym tłem dla dwóch wzorowo pracujących komentatorów.

* To nie cytaty. Raczej opisy dialogu.


Mikst(ura) przeterminowana

Tego samego dnia w Londynie mecz deblowy Kubot (Polska), Marach (Austria) – Cermak (Czechy), Mertinak (Słowacja) [4:6, 4:6]. Komentowali dla Polsatu Sport Extra: Katarzyna Nowak (tenisowa Nelly) i Bohdan Tomaszewski (nestor). Był to dziwny mecz tenisowy. Do dwóch znakomitych par deblowych dołączono egzotycznego miksta. Po co?

czwartek, 26 listopada 2009

Polsat Sport? Extra!

25.XI.2009 r. Polsat Sport Extra i Polsat. Liga Mistrzów: Milan–Olympique Marsylia (1:1). W studio: prowadzący: Mateusz Borek i trzej byli piłkarze, reprezentanci Polski: Piotr Świerczewski, Piotr Czachowski i Wojciech Kowalczyk. Komentowali mecz: Bożydar Iwanow* i Roman Kołtoń.
Gdy pan Mateusz jest w formie to fachowość, polot, inteligencja – zapewnione. W środę w formie był. Jego goście też. Poprawnym językiem, ze znajomością rzeczy, czasem dowcipnie opowiadali o przeszłości, ale przede wszystkim oceniali spotkania Ligi Mistrzów. Profesjonalnie.
Popisali się również komentatorzy. Pan Bożydar jako relacjonujący, pan Roman jako komentujący. Ten dość wyraźnie zarysowany podział ról sprawił, że prawie żadna akcja nie umknęła ich uwadze. I było wiadomo, którzy piłkarze brali udział w tych akcjach. W czasie przerw w grze Roman Kołtoń oceniał, informował, wyjaśniał. Krótko! Gdy grę wznawiano natychmiast oddawał głos koledze. Ten, choć czasem podnosił głos, to nie histerycznie i tylko na chwilę (to uwaga do Andrzeja Twarowskiego z Canal+Sport). Obaj unikali także „dialogowania", słusznie oceniając, że nie są w pubie (to uwaga do Grzegorza Milki i Tomasza Lipińskiego – Canal+ Sport). Jednym słowem obaj pomagali oglądać, a nie przeszkadzali.
Pozwolę sobie na osobistą refleksję. W domu gościmy zwykle tych, których lubimy. Z okazji relacji sportowych nie zawsze tak bywa – wtedy na niektórych jesteśmy skazani. W środę byłem skazany pozytywnie. Sprawozdawcy uszanowali mnie i doskonałych zawodników. W towarzystwie ludzi, którzy jak ja (a niech będzie z patosem!) kochają futbol, spędziłem przyjemny, fajny wieczór. Prawie komfort dla telewidza! Całej wymienionej tu szóstce Panów serdecznie za to dziękuję.
Bożydar Iwanow i Roman Kołtoń pokazali na czym, mniej więcej, polega zawód piłkarskiego sprawozdawcy telewizyjnego. To dobra wiadomość dla pracowników Canal+, zwłaszcza: Rafała Nahornego, Grzegorza Milki, Tomasza Lipińskiego, Leszka Orłowskiego, Wojciecha Michałowicza**. Macie panowie od kogo się uczyć. Odtwarzajcie sobie mecz Milan–Olympique i… naśladujcie! Bo jak dotąd pracowicie tworzycie nową, stację: Canal Minus Sport.
* Może trochę rzadziej powinien Pan komentować sam, a ustąpić koledze. On mniej mówił, więc uważniej obserwował. Poza tym, też fachowiec.
** Przez bezmyślne, tasiemcowe słowotoki tego oszołoma przy mikrofonie przestałem oglądać NBA. Nigdy Panu tego nie zapomnę, panie Michałowicz.

poniedziałek, 23 listopada 2009

„Co by tu jeszcze spieprzyć Panowie...."

22.XI.2009 r. Eurosport2 Budensliga Bayern–Bayer: przy mikrofonie: Mateusz Borek (w formie skacowanego menela) i Tomasz Kłos (tego, co ten człowiek mówi i jak mówi, nie powinien słuchać nawet idiota, bo by jeszcze bardziej zgłupiał).
Canal+Sport Ekstraklasa S.A. Wisła–Cracovia: przy mikrofonie Marcin Rosłoń (chłopskie filozofowanie najmądrzejszego z całej wsi), Jerzy Brzęczek i Maciej Terlecki (głupawe pogaduszki, drętwa mowa).

Zastanawia mnie jedno. Do kogo Wy Panowie kierujecie te wasze debilne komentarze? Czy naprawdę sądzicie, że słuchają was sami kretyni. Piłka nożna to dyscyplina prosta i dla prostych ludzi, to prawda. Ale prości ludzie to nie głupki. A tak nas wszystkich, po chamsku, traktujecie.
Zamknięci we własnym gronie, nie podlegając żadnej ocenie z zewnątrz doprowadziliście zawód komentatora na samo dno. Pomysłu i koncepcji – zero. Bezmyślne mielenie jęzorem – na porządku dziennym. Zapraszacie do studia ludzi, którzy kompletnie nie umieją mówić po polsku. Dlatego słyszy się takie brednie, nonsensy, głupoty, komentarze na poziomie tegorocznego absolwenta zerówki. Wymienione na wstępie relacje były tego najlepszym dowodem. Paranoja trwa i ma się dobrze. Ciekawe, jak długo?

niedziela, 22 listopada 2009

Patologia

Po relacji z meczu ligi angielskiej Liverpool–Mamnchester City, który komentowali Marcin Rosłoń i Rafał Nahorny napisałem list do prezesa zarządu Cyfry+ pana Bertranda Le Gurna.

sobota, 21 listopada 2009

Towarzystwo wzajemnej indolencji

20.XI.2009 r. Canal+Sport. Ekstraliga S.A.: derby Warszawy Legia–Polonia 1:1. Komentarz: Jacek Laskowski i Roman Węgrzyn (uszanowanie!).
Obaj panowie zachowali się wzorowo. Nie przeklęli ani razu, żaden nie dostał zawału, jednym słowem szlag ich nie trafił i bez widocznego uszczerbku na zdrowiu wytrwali do końca tego widowiska-potworka. Gratuluję i współczuję.
Dlaczego człowiek ma kręgosłup? Żeby mu głowa do d… nie wpadła. Mało to eleganckie, ale pasuje do Legii – drużyny z chorym kręgosłupem. Brak jej bowiem kluczowego elementu (lub 2) – defensywnego pomocnika*. To jedyny chyba taki przypadek na świecie! Pracuje w Legii prezes sportowy – Leszek Miklas, dyrektor sportowy – Mirosław Trzeciak (b. reprezentant Polski), trener Jan Urban, asystenci trenera: Jose Vicuna (Hiszpan) i Jacek Magiera, skaut Marek Jóźwiak (b. zawodnicy kubu) . Czy ci ludzie nie dostrzegają ewidentnej anomalii. W ten sposób dobrej klasy zespołu nie zbuduje się nigdy.
Na Łazienkowskiej powstaje imponujący stadion. Jeżeli nic się nie zmieni, to w przyszłości rozsądniej będzie zwiedzac ten obiekt, niż oglądac tam żenujące podrygi kalekiej drużyny.

* Mankamentów w grze Legii jest naturalnie więcej. Jednak ten, o którym napisałem, jest moim zdaniem kluczowy.



czwartek, 19 listopada 2009

Chłopcy z ferajny – wersja polska

18.11.2009. Eurosport. Siatkówka, Puchar Wielkich Mistrzów: Polska–Japonia (2–3). Przy mikrofonie „modlili się” w intencji rodaków: Jacek Laskowski i Grzegorz Ryś.
Grzegorz Ryś (42 l.) był zawodnikiem kilku ligowych klubów, później m.in. trenerem juniorów, którzy w 2003 r. zostali mistrzami świata, trenerem reprezentacji Egiptu, a obecnie jest trenerem-koordynatorem Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Piękna sportowa kariera. Wydawało się, że to idealny kandydat na komentatora. Niestety, tylko się wydawało. W parze z Jackiem Laskowskim dali „popis” tendencyjnej, jednostronnej relacji. Widzieli i oceniali tylko Polaków. Znakomita okresami gra Japonii, np. piękne obrony libero Tanabe, kreatywność rozgrywającego Abe (błyskawicze „wystawy", płaskie, przez całą szerokość siatki); skuteczność Fukuzawy, były dla nich prawie niewidoczne. Czasem, łaskawie pochwalili leworęcznego Shimizu. No, ale jego atomowe ataki dostrzegłby nawet zupełny ignorant. Pomagali rodakom jak mogli. Kpili sobie pogardliwie, gdy np. po jednym z serwisów Bartosza Kurka, Japończycy usiłowali „dostarczyć” piłkę na drugą stronę; gdy Shimizu wykonał kolejny udany atak, życzyli złośliwie Oby mu wreszcie przeszło; po błędzie Azjatów padała uwaga, Najwyższy czas, albo Na szczęście, albo Dobrze (naturalnie dla NAS). Jednym słowem, identyfikowali się ze SWOIMI z intensywnością zwykłych kiboli!
Tę „obiektywną” relację falami słowotoków użyźniał Jacek Laskowski. Komentuje on zgodnie z zasadą: Jeśli nawet żadna myśl do głowy nie przyjdzie, to zawsze ślina coś na język przyniesie! Banał, frazes, pustosłowie, umysłowa lekkość bytu konika polnego, he!, he! he! – po własnych durnych dowcipach – to jego repertuar. Gejzer niedorzeczności tryskał obficie. W dodatku co chwila pojawiające się Eeeee! Eeeee! To zdumiewający przypadek! Zapaść zawodowa wprost proporcjonalna do stażu pracy.
Po porażce Polaków, tylko głupawi i szowiniści mieli jakąś rekompensatę – mecz relacjonowali ich kumple o bliźniaczej mentalności.

Obserwatorzy

O mnie

Warszawa, Poland
Kibic sportowy