Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentator sportowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentator sportowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2009

Chłopcy z ferajny – wersja polska

18.11.2009. Eurosport. Siatkówka, Puchar Wielkich Mistrzów: Polska–Japonia (2–3). Przy mikrofonie „modlili się” w intencji rodaków: Jacek Laskowski i Grzegorz Ryś.
Grzegorz Ryś (42 l.) był zawodnikiem kilku ligowych klubów, później m.in. trenerem juniorów, którzy w 2003 r. zostali mistrzami świata, trenerem reprezentacji Egiptu, a obecnie jest trenerem-koordynatorem Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Piękna sportowa kariera. Wydawało się, że to idealny kandydat na komentatora. Niestety, tylko się wydawało. W parze z Jackiem Laskowskim dali „popis” tendencyjnej, jednostronnej relacji. Widzieli i oceniali tylko Polaków. Znakomita okresami gra Japonii, np. piękne obrony libero Tanabe, kreatywność rozgrywającego Abe (błyskawicze „wystawy", płaskie, przez całą szerokość siatki); skuteczność Fukuzawy, były dla nich prawie niewidoczne. Czasem, łaskawie pochwalili leworęcznego Shimizu. No, ale jego atomowe ataki dostrzegłby nawet zupełny ignorant. Pomagali rodakom jak mogli. Kpili sobie pogardliwie, gdy np. po jednym z serwisów Bartosza Kurka, Japończycy usiłowali „dostarczyć” piłkę na drugą stronę; gdy Shimizu wykonał kolejny udany atak, życzyli złośliwie Oby mu wreszcie przeszło; po błędzie Azjatów padała uwaga, Najwyższy czas, albo Na szczęście, albo Dobrze (naturalnie dla NAS). Jednym słowem, identyfikowali się ze SWOIMI z intensywnością zwykłych kiboli!
Tę „obiektywną” relację falami słowotoków użyźniał Jacek Laskowski. Komentuje on zgodnie z zasadą: Jeśli nawet żadna myśl do głowy nie przyjdzie, to zawsze ślina coś na język przyniesie! Banał, frazes, pustosłowie, umysłowa lekkość bytu konika polnego, he!, he! he! – po własnych durnych dowcipach – to jego repertuar. Gejzer niedorzeczności tryskał obficie. W dodatku co chwila pojawiające się Eeeee! Eeeee! To zdumiewający przypadek! Zapaść zawodowa wprost proporcjonalna do stażu pracy.
Po porażce Polaków, tylko głupawi i szowiniści mieli jakąś rekompensatę – mecz relacjonowali ich kumple o bliźniaczej mentalności.

poniedziałek, 26 października 2009

Canal+ Sport zatrudnia krojczego!

25.X.2009 Canal+ Sport wyemitował kolejną edycję programu („na żywo”)
Duperele i pierdoły z baru piwnego,
czyli – magazyn Rafała Nahornego

(Brawo za nazwę. Pikanteria i swojska rubaszność tytułu to chytry zabieg szczwanego „pijarowca”. Przyciągnie rzesze, porwie tłumy!)
Formuła programu jest taka: luźna rozmowa dwóch znajomych o angielskim futbolu z jakimś meczem w tle – w tym przypadku był to mecz Liverpool–Manchester Utd (2:0). Rozmówców (Autora i Marcina Rosłonia) nie widzimy. Słyszymy tylko ich głosy. I jest to bardzo nieszczęśliwy pomysł.
Pokazuje się 20 biegających i dwóch, którzy przeważnie stoją i się gapią, jednego, co biega i gwizdkiem zakłóca program, a także dwóch z chorągiewkami, którymi tak nachalnie czasem machają, że nie słychać rozmowy prowadzących. Żaden z tych boiskowych osobników do nas się nie odzywa, a jak się odezwie, to go nie słychać. Gdy czasem zauważy się co mówią, to się okazuje, że wulgarnie klną. I TAKICH się pokazuje! A ludzi, którzy do nas mówią nie widać. Przecież to nonsens!
Tego popołudnia, pan Rafał i jego kolega Marcin przekazali ponad 150(!) fascynujących informacji, wartych uwagi, namysłu, zadumy, choćby krótkiej analizy, źdźbła refleksji. A tu w tle migają jakieś przebierańce. Przeszkadzają słuchać i kontemplować! Informuje pan Rafał np. (bodaj 65-ty wtręt), ile razy z rzędu przegrała jedna z drużyn 56 lat temu. Chciałem ustalić rok, ale jak tu policzyć, gdy w tle jakiś partacz i nieudacznik Giggs, krzywonogi, postrzelony Rooney lub inny kaleka boiskowy i fajtłapa Torres (czy jak mu tam), odwracają uwagę. Trudno się skupić. Lepiej już było po tej informacji pokazać w tle liczydła, albo choćby kalkulator.
Oczywiście mógłbym obrazu się pozbyć, siadając tyłem do odbiornika. Wtedy nawet lepiej bym słyszał, bo tak jestem zbudowany, że jak usiądę tyłem do telewizora, to uszy mam bliżej ekranu. Niestety nie mogę siedzieć tyłem do meczu. To u mnie kanon nieusuwalny!
Czasem migawki w tle zauważał pan Marcin. Raz pochwalił strzelającego: odległość skrojona była w sam raz na strzał, innym razem podającego: piłka skrojona była w sam raz dla El Nino. Można powiedzieć, że „doskroił” się pan Rosłoń w sam raz do tego programu.
Proponuję, żeby jednak jego formułę zmienić (programu nie Rosłonia). Skończyć z głupawymi meczami w tle. Chcemy oglądać ten duet konferansjerów! A wynik meczu (gdyby jakiś akurat „dawali”) można byłoby aktualizować na pasku u dołu ekranu.
Panie Jacku Okieńczyc, jak Pan poprosi Rafała Nahornego – na pewno się zgodzi na te zmiany. Tylko niech się Pan mu nie stawia! Bo jego upór osła-bić może Pana szanse. To nie jest czas na osobiste ambicje. Tu chodzi o załatwienie ważnej sprawy! Może chociaż to się Panu uda?

czwartek, 15 października 2009

Łokciem w byczka!

Atak łokciem to faul coraz częściej obecny na piłkarskich boiskach. I wyjątkowo niebezpieczny! Na tyle, że należałoby ogłosić alarm! Przecież nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której będący w wyskoku z wysoko uniesionymi łokciami zawodnik, celnie trafi przeciwnika w ciemię. Tak można nawet zabić! Panie i panowie dziennikarze radiowi, prasowi i telewizyjni zacznijcie działać. Być może zapobiegniecie ewentualnej tragedii. Potraktujcie to jako element misji (dziennikarz sportowy też powinien ją mieć).

Na „krajowym podwórku” z takiego zagrania najbardziej znany jest obrońca Wojciech Szala (Legia Warszawa). W landrynkowym programie „Jeden na jednego”, (Canal+ Sport) jego autor Marcin Rosłoń, rozmawia w plenerze z ludźmi futbolu. W jednym z programów jego gościem był Wojciech Szala właśnie. O kwestię „łokcia” pan Marcin pytał delikatnie i nieśmiało, jakby jednocześnie chciał za to pytanie serdecznie przeprosić. Pytany gość coś tam, niechętnie, odpowiedział i obaj pobiegli „w parku głusz”. Autora programu można zrozumieć, był w trudnej sytuacji, bo Szala to jego niedawny kolega z boiska. No, to może w tej sytuacji, do programu lekkiego, łatwego i przyjemnego, niekiedy zabawnego, lepiej było go nie zapraszać?
Natomiast Wojciech Szala, w ramach pokuty, powinien być przesłuchany przez takie asy wywiadu, jak śledcze: Justyna Pochanke albo Monika Olejnik. Ciekawe, ile czasu byczek Szala przetrwałby tę corridę? Należy sądzić, że niedługo. Raniony od początku dzidami pytań-sztyletów, sam sobie rzuciłby w końcu biały ręcznik ratunku, błagając: „Kończ, choćby i z łokcia, waćpanna, udręki oszczędź”.
I wtedy dopiero, odkupiwszy winy na własnej skórze, po rekonwalescencji i rehabilitacji, mógłby oczyszczony, powrócić na piłkarskie łono.
Co daj wszechobecna TVN24, amen!

poniedziałek, 5 października 2009

Faul taktyczny

Po ostatniej przegranej Legii w Ekstraklasie (z Jagiellonią) trener Jan Urban stwierdził: „nie potrafimy (Legia) grać ostro, na pograniczu brutalności". A gra bez defensywnego pomocnika, kardynalne błędy w obronie? Czy nie to głównie zdecydowało?
Wszystkie najlepsze drużyny grają klasą, a nie brutalnością! Legia ma zbyt wielu klasowych zawodników był musiała w polskiej lidze grać faul. Natomiast przepisy (głównie za tzw. faul taktyczny) są zbyt liberalne. Dlatego słaba drużyna skopie czasami lepszą i wygra. Dlatego m.in. grająca faul Polonia Warszawa zdobyła w 2000 r. mistrzostwo Polski. Dlatego przed bodaj dwoma laty w meczu Real-Barcelona na początku spotkania Messi został 5 albo 6 razy brutalnie sfaulowany. I za każdym razem czynił to inny zawodnik Realu. Wszystkich sędzia ukarał żółtą kartką. Oto miara liberalności przepisów dotyczących tego elementu gry. Bo faul taktyczny opłaca się prawie zawsze. Ma go „w taktyce" każdy prawie trener. Wybitny i mierny. Dlatego żółte i czerwone kartki za to przewinienie to już anachronizm.
Dziennikarze sportowi problemu nie dostrzegają. Szkoda. Bo to oni, jako rzecznicy sportowej opinii publicznej, powinni takie sprawy zauważać. Jak więc można by zaostrzyć karę za faul taktyczny? Po pokazaniu żółtej kartki za FAUL (podkr. moje) poza polem karnym – rzut karny z 16 m (nazwijmy go roboczo duży karny). Byłby on wykonywany na zasadach obowiązujących podczas jedenastek po dogrywce. Zawodnik wykonujący d. karnego mógłby ustawić sobie piłkę na linii okalającej pole karne w dowolnym miejscu tej linii (na wprost , z lewej strony, z prawej, byle na linii). Efekt rzutu byłby dwojaki, TYLKO dwojaki: albo jest bramka i zaczyna się gra od środka, albo gola nie ma i i gra jest wznawiana z tzw. piątki. Na gwizdek sędziego! Oczywiście żadnych dobitek nie ma! Na boisku nie musi pojawiać się żadna nowa linia. Nawet nowy punkt.
Za próbę wymuszenia żółtej kartki dla przeciwnika – kara, naturalnie, identyczna.
Za faul szczególnie brutalny, d. karny i czerwona kartka.
Czy przy takim zaostrzeniu we wspomnianym wyżej meczu Messi byłby tyle razy faulowany i Barcelona wykonywałaby 6 rzutów karnych? Z pewnością nie. A prymitywny i chamski element taktyczny „piłka może przejść – zawodnik nie" miałby zawsze zastosowanie? A czy przez to gra nie byłaby mniej brutalna, bardziej widowiskowa?
I można byłoby wyrzucić do lamusa bezsensowną buchalterię i biurokrację kartkową!
Wtedy mielibyśmy także gwarancję (pomijając względy losowe), że gdyby w finale Ligi Mistrzów grała np. Barcelona z Realem, to na boisku na pewno zobaczylibyśmy Ronaldo, Kakę, Messiego i Xaviego. Teraz takiej gwarancji nie ma! I to też jest ważny argument!
O modyfikacji przepisu o spalonym – wkrótce.
I jeszcze informacja. Niektóre teksty miałem przygotowane wcześniej. Stąd tak częste wpisy.

Dwie relacje – jakże różne

W niedzielę 4.09.2009 mecz Arka–Lech komentowali: Rafał Wolski i Tomasz Wieszczycki (bardzo elegancki, a krawat to wprost zaje.....), który stwierdził, że, jak na ligę polską, to było dobre spotkanie. Zgadzam się. To samo powiedzieć można o poziomie komentarza. Redaktor Wolski zajął się stroną „formalną": kto przy piłce, kto strzela, kto podaje itd., a pan Tomasz (wtedy, gdy uznawał to za stosowne, dorzucał własne uwagi zwykle trafne. Nie miał też problemu z ich przekazaniem. Obaj „byli obecni" także przy powtórkach i spokojnie je komentowali. Jednym słowem: czwórka.

Tego samego dnia wieczorem spotkanie ligi hiszpańskiej Sevilla–Real Madryd „robili": Piotr Laboga i Leszek Orłowski. No i, niestety... W drugiej połowie red. Laboga dał się ponieść emocjom. Wydobywały się z niego potoki słów zupełnie zbytecznych. A kiedy milknął, natychmiast Leszek Orłowski, też podekscytowany, zasypywał nas gradem wiadomości-śmieci. Reasumując: szybki, dramatyczny mecz, czołowi piłkarze świata a przy mikrofonach amatorszczyzna.

Skoro już musi być 2-ch przy mikrofonach (kasa, Misiu, kasa) proponuję przyjmijcie koncepcję: relacjonujący (prowadzący) i komentujący. To poprawiłoby znacznie jakość przekazu.

Sugestia. Pan Cezary Olbrycht to człowiek mający rozmaite fajne pomysły. A może warto dać mu czas antenowy na magazyn. Pozwoliłoby mu to, być może, znacznie rozwinąć swój talent, a Cyfra+ wzbogaciłaby się o program podnoszący oglądalność. Nieskromnie zaproponuję nazwę: DZISIAJ SZYCHTA CEZAREGO OLBRYCHTA!

Kłopoty pana Witolda Domańskiego

Szef polskiego Eurosportu Witold Domański ma problem. Do komentowania meczów Bundesligi zatrudnił byłego piłkarza, wybitnego reprezentanta Polski, Tomasza Kłosa (186 cm, 69 spotkań w reprezentacji Polski). Wyszło jednak na jaw, że ten, choć wydaje z siebie dźwięki, to nie mówi w niczym. Ani w jakimkolwiek języku, ani w slangu, ani w narzeczu. Domański chciał, aby Kłos ukończył kurs nauki języka polskiego dla Polaków. Ale okazało się, że takich kursów nikt nie organizuje. Próbował więc zapisać go do „zerówki". Nie przyjęli. Za wysoki. Domański się odwołał: „Wysoki jest, to prawda, ale już nie rośnie" – napisał. Czeka na odpowiedź.
Z Tomaszem Kłosem mecze ligi niemieckiej komentuje niekiedy Andrzej Janisz. Szefie polskiego Eurosportu! To już wymaga specjalnej troski. A sytuację pogarsza fakt, że Janisz mówi płynnie!

niedziela, 4 października 2009

Dlaczego blog o komentatorach?

Z bardzo prozaicznej przyczyny. To grupa ludzi, których praca nie jest oceniana nigdzie. Urządzili się sprytnie. Ci pracujący w telewizji zapraszają kolegów z prasy do swoich programów, ci „prasowi" zaś użyczają im łamów swoich gazet. I z oczywistych względów jedni o drugich źle nie powiedzą, ani nie napiszą. „Kasa, Misiu, kasa!" Polemika, spory, rzeczywiste dyskusje o sporcie (a o ich pracy zwłaszcza) nie istnieją. Jeśli w przestrzeni społecznej utworzy się struktura wyjęta spod jakiejkolwiek oceny, to zaczyna ona funkcjonować na zasadach, które już dawno rozpoznano. Tak jest i w tym przypadku. To jest medialna struktura paramafijna. O komentatorach pisałem już do kilku warszawskich gazet, do stacji telewizyjnych. Reakcji nie było żadnej. OMERTA* całkowita! Nowy szef Cyfry+ nie raczył nawet polecić sekretarce, by ta odpowiedziała, że się nie zgadza z ocenami zawartymi w moim liście do niego. A może jest Pan odcięty od informacji niekorzystnych dla swoich podwładnych? Warto to sprawdzić!
Jakie są efekty działania tego układu? W pracy komentatorów nie obowiązują żadne reguły. Każdy mówi co chce, kiedy chce i jak chce. Nie mają świadomości że, choć tylko werbalnie, są gośćmi u (nierzadko) setek tysięcy ludzi. I niesposób przerwać ich wizyty pilotem. Bo można ostatecznie nie oglądać magazynu Sport+ Extra (Canal+ Sport), gdyż nam się nie podoba męska lalka Barbie, która ten program prowadzi, ale jeśli jest relacja z meczu Real–Barcelona, to pana Rafała Wolskiego zaakceptować musimy! I musimy zaakceptować jego światły komentarz na poziomie umysłowym dziecka z zerówki. Na podobnym „poziomie" są dywagacje Jacka Laskowskiego – jak straszliwie się pan zdegradował intelektualnie w ciągu kilku lat – to „he, he" po własnych żałosnych dowcipach), Edwarda Durdy, czy Grzegorza Milki – polecam podręcznik, gdzie mógłby pan przeczytać o nienagannych manierach i dobrym wychowaniu (Canal+ Sport), Dariusza Szpakowskiego (TVP), Andrzeja Janisza (Eurosport).
Albo czy można użyć pilota gdy „leci" transmisja z meczu Chelsea-Liverpool? Ale cenę zapłacimy słoną! Będziemy musieli wytrzymać napad histerii, który nawiedzi sprawozdawcę Twarowskiegpo. Od pierwszej minuty, aż do doliczonego czasu gry. Jego akurat wtedy, w naszych domach to dopada Normalnie wezwalibyśmy pogotowie. Ale tu jesteśmy bezradni!
On tak chce i już. Struktura w jakiej tkwi czyni go nietykalnym.
A słuchał ktoś relacji Marcina Gabora z meczu piłkarskiego Sport Klub? To niech uważa. Bo ten tak wyje w sytuacjach podbramkowych, jakby doświadczał skalpu jąder bez znieczulenia. Nieźle wydziera się takze wspomniany sprawozdawca Wolski. Ale Gabor jest jedyny w swoim rodzaju!
O innych przypadłościach medialnych mafioso w następnych wpisach.


* Z jez. włoskiego: zmowa milczenia obowiązująca członków sycylijskiej mafii.

piątek, 2 października 2009

Modlitwa Tomasza Swędrowskiego

Panie mój!
Wybacz mi że ja, robak niegodny, ośmielam się zwracać do Ciebie z taką prośbą. Nie robię tego, broń Bo.. o, pardon, nie robię tego dla siebie. Jak zapewne wiesz, Stwórco, całe życie moje związane jest z polską siatkówką. Szczególnie, jako prawdziwemu Patriocie, zależy mi na pomyślności naszych narodowych drużyn.
I stąd ta prośba, Boże. Otocz ochronnym parasolem Swej Omnipotencji polski zespół siatkarek. W sobotę, 3 października 2009 r. grają one w ME z Holandią. Proszę, spraw by wygrały! Tylko, chciałbym Cię uprzedzić, że będzie to bardzo trudne. Ale czasem los pomaga. Np. atakująca Monon Flier może przecież doznać na początku I seta drobnego skręcenia stawu skokowego, nieznacznego, takiego co nic, który jednak zmusiłby ją do zejścia z parkietu. Albo rozgrywająca Kim Staelens pechowo wybić sobie palec wskazujący. I, choć boleśnie, to na króciutko. Proszę o niewiele, tylko na kilka godzin. I życzę im, zapewniam Cię, by następnego dnia, w meczu o III miejsce, obie były w pełnej dyspozycji. Nie sądź Mój Dobry, że jestem uprzedzony do Holenderek. Słyszałeś, zapewne, jak dobrze im życzyłem w meczu z Rosjankami!
Za chwilę kładę się spać. Gdybyś we śnie, dał mi jakiś znak, że wysłuchałeś mojej modlitwy...


Nie wiem czy objawienia pan Tomasz uświadczył. Ale nawet gdyby, to na wszelki wypadek, będzie, biedaczysko, pomagał Polkom w swój wypróbowany, sprawdzony sposób: źle życzyć przeciwnikowi.

Kibolki z mikrofonem

W czwartek 1.10.09 na ME w Łodzi siatkarki Holandii grały z Rosją. Kibice polscy dopingowali Holanderki. Ich zwycięstwo bowiem stwarzało Polkom realne szanse na awans do 4-ki (półfinału). W Polsacie relacjonowali to spotkanie Tomasz Swędrowski i Wojciech Drzyzga. Bardzo jednostronnie. Kokietowali telewidzów: „Państwo rozumieją, dyskretnie kibicujemu, oczywiście, Holenderkom". I, oczywiście, kłamali. Żadnej dyskrecji nie było. Każde udane zagranie Holenderek wywoływało ich entuzjazm, każda udana akcja Rosjanek – jęki bólu. Wyraźnie cierpieli. A przecież wszyscy oglądający ten mecz mieli świadomość, komu sprawozdawcy życzą zwycięstwa. Więc inteligencja powinna im podpowiedzieć: skoro tak, to można pozwolić sobie na odrobinę obiektywizmu. Ale emocje inteligencję im wyłączyły. Dlatego nie zauważyli pięknego meczu, doskonałej gry Rosjanek i jej liderki Gamowej. Szowinizm wygrał u nich ze sportem.
Lecz los, szczwany lis , bywa przewrotny. W półfinale Poska zagra z Holandią! Współczuję Wam, Panowie z mikrofonem. Po dolegliwościach bólowych w okolicy Rosji, teraz bóle się Wam nasilą w okolicy Holandii., gdzie jeszcze niedawno byliście okazem zdrowia. Czy nie czas na terapię?

czwartek, 1 października 2009

Mateusz Borek – international level!

30 września w Polsacie Mateusz Borek komentował mecz Ligi Mistrzów Real Madryd–Olympique Marsylia. Byłem pod wrażeniem. Stonowany, rzeczowy, w komentarzu oszczędny, bez efekciarskich popisów, bez piętrowych i tasiemcowych synonimów. Prawie zawsze telewidz wiedział kto rozgrywa piłkę, kto ją odzyskał, do kogo była grana. Sama przyjemność oglądania i słuchania. Nikt panu Mateuszowi nie przeszkadzał, bo relacjonował sam. Stąd klarowność i trafność komentarza. Jego częsty dotychczas partner Roman-Super Smailer-Kołtoń, pojawił się, ale na szczęście tylko w studio ekspertów. I bardzo dobrze. Bo słyszeć pana Romana, a go nie widzieć, to: „czegoś ćwierć, albo pół"!
Reasumując: piłkarze Realu i Olympique oraz komentator Mateusz Borek zaprezentowali w środowy wieczór INTERNATIONAL LEVEL!

wtorek, 29 września 2009

Biedni muszą dorobić

Znany komentator Polsatu Sport Mateusz Borek występuje aktualnie w reklamie firmy BetClic.

Jako kabotyn. Tu też jest znakomity!

O sędziach tym razem

W niedawnym meczu Ekstraklasy rozegranym w Wodzisławiu Odra wygrała z Legią 1:0 po golu Piechniaka, który najpierw EWIDENTNIE sfaulowal Komorowskiego, a potem, gdy ten się przewócił, celnie strzelił z kilku metrów. Tylko idiota by tego faulu nie zobaczył. Sędzia Paweł Gil z Lublina oczywiście idiotą nie jest. Dlaczego więc bramkę uznał?
W ostatniej kolejce Ekstraklasy Lechia grała w Gańsku z Zagłębiem. I wygrała 1:0. Gol padł po EWIDENTNYM faulu. Lukjanovs, napastnik Lechii, wskoczył na plecy obrońcy Zagłębia Łabędzkiego, obaj stracili równowagę, i ten przewracający się układ wepchnął piłkę do bramki. Tylko idiota by tego faulu nie zobaczył. Sędzia Marcin Szulc z Warszawy oczywiście idiotą nie jest. Dlaczego więc bramkę uznał?.
Nie posądzam działaczy obu klubów o próby kupienia tych meczów u sędziów. Czy jednak ci dwaj arbitrzy nie liczyli przypadkiem na jakieś gratyfikacje od gospodarzy? Jeśli tak było, to mam nadzieję, że się rozczarowali.
Rzucanie podejrzeń, to bardzo brzydka rzecz. Ale jak te wydarzenia sobie inaczej racjonalnie wytłumaczyć?

środa, 23 września 2009

Sportowy komentator telewizyjny - jaki jest, jaki powinien być?

Blog ten poświęcony jest pracy telewizyjnych komentatorów sportowych. Postanowilem zacząc pisac o tej specjalności telewizyjnej, ponieważ uważam, że jest to zawód bardzo zaniedbany, nieskodyfikowany, nie dostrzega się żadnych reguł, które porządkowałyby tę profesję i nakładały określone obowiązki na ludzi się nią zajmujących. Stąd permanentne rozmijanie się komentarza z obrazem: widzimy jedno, słyszymy drugie. Czy możliwe jest oglądanie filmu Andrzeja Wajdy Wesele z dialogami z Ziemi Obiecanej? Prawie każda relacja sportowa w TV upewnia, że tak!
Od początku transmisji zaczyna zalewac telewidza potok zupełnie zbytecznych, w tym kontekście, wiadomości-śmieci: ciekawostek, statystyk, cytatów z konferencji prasowych. Sprawozdaca sprzedaje i kupuje piłkarzy, zwalnia trenerów, rozprawia o kontuzjowanych wielogłowych mięśniach (poszła mu dwójka, naciągnął trójkę, uraził czwórkę), uszkodzonych więzadłach, naderwanych ścięgnach, skręconych stawach skokowych. Sprzedażą takiej werbalnej makulatuy wyróżniają się szczególnie Rafał Nahorny, Leszek Orłowski, Edward Durda i Tomasz Smokowski z Cyfry+, Andrzej Janisz z Eurosportu, Bożydar Iwanow z Polsatu Sport).
Niektórych komentatorzy zachowują się jak piwosze siedzących w pubie, spoglądający od czasu do czasu na wiszący telewizor gdzie „leci” relacja z zawodów, i rozprawiających, o tym, co ślina na język przyniesie – jak to przy „browarku”. Tutaj wyróżnia się duet Grzegorz Milko-Tomasz Lipiński, Rafał Wolski-Maciej Terlecki i tercet (tak!) Jacek Laskowski-Grzegorz Mielcarski-Mirosław Szymkowiak z Cana+, Mateusz Borek-Roman Kołtoń z Polsatu Sport, Andrzej Janisz-Tomasz Kłos – Eurosport2).
Regułą jest także bezustanne wracanie do przeszłości, czasem nawet do tej z przed kilkudziesięciu lat! To są pracownicy nie kanałów sportowych a jakiegoś IPS-u (Instytutu Pamięci Sportowej). Czynią z relacji na żywo piłkarski magazyn. Mówią, mówią, mówią.
Oczywiste, że taka Niagara słów nie pomaga w oglądaniu widowiska sportowego a zdecydowanie PRZESZKADZA. Dla miłośnika danej dyscypliny sportu to autentyczny i, bardzo często, wieloletni już niestety dyskomfort. Bo pojawiająca się niespodziewanie, nieprzewidywalna i fascynująca często dramaturgia jest brutalnie niszczona. A np. wystarczy choć na chwilę popatrzeć na powtarzaną w zwolnionym tempie akcję, by ujrzeć autentyczne piękno i kunszt sportowy, więc kulminację dramaturgii właśnie! Wstrzymać oddech, ściszyć głos i spróbować to dostrzec. Bo niszcząc to bezmyślnym gadulstwem, relacjonujący staje się sportu ignorantem, a nie sportu miłośnikiem.
Powstaje pytanie: Dlaczego cała grupa sprawozdawców, ludzi doskonale przygotowanych do wykonywania tego zawodu (tak jest, doceniam rozległą sportową wiedzę wielu z nich!), zachowuje się jak grono fuszerów i ignorantów? Czy ktoś monitoruje ich pracę? Odnosi się wrażenie, że Oni nie mają szefów!
Jestem przekonany, że zawód sportowy komentator telewizyjny wymaga opracowania jasnych i przejrzystych reguł i kryteriów. Znakomitym zwykle realizacjom wizyjnym powinien towarzyszyc inteligentny i kompetentny komentator! Niestety, tak nie jest.
Zachęcam miłosników sportu do dyskusji na ten temat.
Voytec
PS. A to co prezentują Marek Rudziński (lekkoatletyka, skoki narciarskie – Eurosport) i (szczególnie!) Wojciech Michałowicz (NBA – Cana+) wymaga osobnego wpisu.

poniedziałek, 7 września 2009

W Canal+ Sport w niedzielę 27 .09.09 do programu Liga+ extra zaproszono trenera reprezentacji Stefana Majewskiego. Program prowadzili: Tomasz Smokowski i Andrzej Twarowski. Po przeszło półgodzinnej rozmowie dowiedzieliśmy się, że... Andrzej Twarowski ma 38 lat. Tyle zdołał ustalic Stefan Majewski. Prowadzący natomiast nie ustalili konkretnego nic. To prawda, że Trener jest wyjatkowo niewdzięcznym rozmówcą. Mówi mętnie i mało konkretnie. Ale to nie znaczy, że należy traktowac go niegrzecznie. A na to sobie pozwalali obaj prowadzący, a zwłaszcza Andrzej Twarowski. To, że Pan czegoś nie rozumie, nie znaczy, że jest to głupie. Czasem bywa odwrotnie. Najlepiej wypadł czwarty obecny w studio b. piłkarz Tomasz Wieszczycki. Był konkretny i rzeczowy. Dobrze, że jest regularnie zapraszany do programu.„Wywiadowcy" Canal+ mają od kogo uczyc się taktu, skromności i dystansu do własnej osoby. Gdzie są Ci z przed lat: dwaj młodzi, skromni, taktowni. Tak byli podobni do Tomasza Smokowskiego i Andrzeja Twarowskiego.

Po tym programie o 21.00 transmitowano mecz ligi francsukiej Bordeaux-Rennes. Komentowali Rafał Dębiński i trener Stefan Białas. Przez wiele minut musieliśmy wysłuchiwac romowy dwóch kumpli przy piwie, którzy ignorowali całkowicie to, co dzieje się na boisku (patrz poprzedni wpis). Sprawozdawca Dębiński był do tego stopnia nieobecny na meczu, że przegadał piękną akcję, z której padł jedyny goal . Dwa razy próbował mu przerywac ten słowotok trener Białas. Bezskutecznie. Ocknął się pan Rafał dopiero wtedy gdy padła bramka.

Kto i kiedy przerwie tę lawinę informacji, którymi zasypują nas komentatorzy. Kto i kiedy wytłumaczy im, że to telewidzom tylko przeszkadza, że transmitowany mecz to NIE MAGAZYN.
Czy kiedyś dotrze to do Rafała Nahornego, Tomasza Smokowskiego, Jacka Laskowskiego, Rafała Wolskiego i innych. Chcecie wzorca. Posłuchajcie komentarza Lecha Sdora z tenisa. Jest obecny z na korcie przez cały czas. Ogląda mecz razem z telewidzem!
„Oglądaj mecze piłkarskie razem z telewidzmi, g...cze." takie hasło powieście sobie Panowie nad łóżkiem!

Obserwatorzy

O mnie

Warszawa, Poland
Kibic sportowy