niedziela, 26 września 2010

Powiało sztuką!

W Eurosporcie trwają relacje ze snookera (Open Glasgow). Komentują: ojciec Rafał i synuś Przemuś*.
Relacje ze sportu mogą się ocierać o sztukę. Albo można by z emfazą powiedzieć, że sztuką wręcz bywają. Aby tak się stało muszą się skumulować dwie, co najmniej, okoliczności. Pierwsza to znakomity sportowiec i druga to godni jego klasy recenzenci. No i tak się właśnie dzieje. Byron snookera, czyli Ronni O`Sullivan przy stole oraz inteligentni i profesjonalni Jewtuch i Kruk przy mikrofonie. Czysta poezja.
Gratuluję, dziękuję, pozdrawiam!


* Sami tak się żartobliwie przedstawili. Osobiście obu bym adoptował. A przy okazji: czy adoptował ktoś kiedyś ojca?

sobota, 25 września 2010

Prośba do Grzegorza Mielcarskiego

Szanowny panie Grzegorzu!
Osobiście Pana nie znam. Nie wiem więc jakim Pan jest synem, mężem, ojcem, kolegą, przyjacielem. Nie wiem co Pana bulwersuje, martwi, cieszy, nie wiem z kim Panu po drodze, a kogo Pan nie akceptuje, nie zamieniłem z Panem jednego choćby słowa, nie wypiłem kieliszka wódki, nie przebywałem w tym samym towarzystwie. Jest Pan dla mnie zatem człowiekiem obcym. Nie mogę więc mieć wobec Pana żadnych uprzedzeń, nie mam żadnego powodu by Panu szkodzić albo sprawić przykrość. Bo bezinteresownym kanalią nie jestem
Znam tylko Pana jako byłego piłkarza i obecnego telewizyjnego komentatora piłkarskiego w Canal+Sport. Piłkarzem był Pan dobrym: srebrny medal na olimpiadzie, dziesięć meczy w reprezentacji i podpisany kontrakt z renomowanym portugalskim Porto są tego niekwestionowanym dowodem. Natomiast komentatorem dobrym Pan nie jest. Po prostu nie ma Pan do tego właściwie żadnej predyspozycji. Zapyta Pan: a znajomość piłki nożnej? Odpowiem: ależ Pan nie potrafi zupełnie tej wiedzy przekazać! Ponieważ praca z mikrofonem lub w dyskusyjnym studio wymaga umiejętności mówienia, a z tym kompletnie Pan sobie nie radzi. Liga+Ekstra z Pana udziałem (zwłaszcza to wydanie, w której gościem był piłkarz Polonii Daniel Gołębiewski), albo Liga+, czy chociażby ostatni mecz Legia–Lech są tego najlepszymi przykładami?
Jak mawiał klasyk: piłka nożna polega na tym, żeby kopać tę małą kulę – piłkę, a nie tę dużą, czyli ziemską. Pan jako komentator kopie cały czas tę dużą. Noga od tego Pana nie boli, ale uszy telewidzów więdną!
Stąd moja prośba niech Pan nam tego oszczędzi, a sobie nie psuje niezłego przecież wizerunku jako sportowca i nie ośmiesza sam siebie jako człowieka: niech Pan, po prostu, zrezygnuje z tej pracy.

piątek, 24 września 2010

Telewizyjna łączka świętych krów


Przeczytałem wczoraj jeszcze raz, usunięty już, nieszczęsny akapit o Jacku Magierze – fragment wpisu pt. Rudne-vs-Juventus z przed paru dni. I szczerze ubolewam, że w ogóle w tekście się on znalazł. Wniosek dla mnie: oceniać raczej komentatorów, bo o innych problemach sportu za mało wiem. Taka nauczka.
Przy okazji. Chcę powiedzieć, że po raz pierwszy w
życiu piszę tak wiele i tak często. Stąd m.in. pojawiają się potknięcia. Cały czas się jednak nabieram doświadczenia i mam nadzieję na pozytywne tej empirii rezultaty.
A pisać niestety muszę, bo jest zjawiskiem całkowicie nienormalnym by w przestrzeni społecznej funkcjonowała grupa zawodowa prawie całkowicie wyjęta spod publicznego osądu. A tak się dzieje w przypadku sportowych dziennikarzy telewizyjnych. Zapraszają i kolegów z gazet i siebie wzajemnie na wizję, tworząc koterię czy też rodzaj kliki, którą obowiązuje niepisana ale bezwzględnie przestrzegana współlojalność, skutecznie realizowana i utrwalana finansowym profitem.
Podam przykład choć nieco już wiekowy, bo z Mundialu w Niemczech 2006, za to bardzo charakterystyczny. Imprezę przekazywał Polsat. Do studia mistrzostw zaproszono m.in. jako stałego eksperta Tomasza Hajtę, byłego znanego piłkarza, reprezentanta kraju. W jednej z emisji programu usiłował on polemizować z Romanem Kołtoniem (innym ekspertem), nie zgadzając się z jakąś jego opinią czy oceną. Prowadzący Mateusz Borek przerwał mu w pół zdania i „dał odpór" stwierdzając, że tu sądów nad Romanem Kołtoniem nie będzie. Zbesztany Hajto zamilkł. Nie ważne co chciał powiedzieć, z czym się nie zgadzał. Próba merytorycznej, jednostkowej polemiki została potraktowana jako personalny atak na kolesia z ferajny (w dodatku osobistego także), a to narusza interesy całej grupy! Hajto więc musiał zostać ukarany, publicznie przywołany do porządku. I tak funkcjonuje to towarzystwo medialnej łączki. Sporów, konfrontacji poglądów, merytorycznej sprzeczki tu nie uświadczysz. Za to bąki kurtuazyjnych smrodków latają stadami. Bo priorytetem jest trwać w kolektywie, pilnując lukratywnego układu. Świeże powietrze jest do tego całkowicie zbędne.
Dlatego będę ten blog kontynuował, dopóki nie znajdzie się ktoś kto o tym zechce pisać równie bezstronnie i obiektywnie, za to duże lepiej i mądrzej. Naturalnie publicznie!

czwartek, 23 września 2010

Przepraszam pana Jacka Magierę

W jednym z poprzednich wpisów użyłem wobec Jacka Magiery epitetu, który nie powinien się zdarzyć. Zatem przepraszam (epitet ten został usunięty).
Oprócz niegrzeczności wykazałem się przy okazji także ignorancją. Jacek Magiera nie jest bowiem II trenerem Legii, jak napisałem i sądziłem, lecz tylko asystentem Macieja Skorży. A mając taki status może jedynie radzić, podpowiadać, sugerować i… akceptować bez sprzeciwu (na zewnętrz zwłaszcza!) decyzje swego szefa. To oczywiste – teraz już również i dla mnie. I dlatego Jacka Magierę za przypisywanie mu niecnych zamiarów przepraszam ponownie.
Ale przy okazji. Kiedyś reprezentację Szwecji prowadziło dwóch trenerów. Obaj na tych samych prawach. Wyniki osiągali niezłe bo przepracowali wspólnie kilka lat. My w Polsce trenerów wybitnych nie mamy. Więc może „wespół w zespół” byłoby im łatwiej pracować optymalnie? Precedens był – i to na wysokim szczeblu. W kilku polskich klubach Ekstraklasy szykują się zmiany trenerów, zatem…

*

W Eurosporcie snooker. Otwarte Mistrzostwa Glasgow.
Mam propozycję modyfikacji sposobu rozgrywania turniejów. Oto szczegóły: do fazy pucharowej kwalifikuje się 48 zawodników. Po I rundzie zostaje 24. W II rundzie awans uzyskałoby 1412 zwycięzców plus 2 najlepiej punktujących spośród przegranych. W III rundzie z grona 14 awansowałoby 87 plus 1 najlepszy z przegranych. Od ćwierćfinałów jak dotychczas.
Zalety.
1) Nagradzani byliby zawodnicy, choć przegrani, to jednak dobrze punktujący.
2) Większe prawdopodobieństwa wyłonienia najlepszej „ósemki" – ważny aspekt sportowy.
3) Ewentualne spotkanie się dwóch faworytów we wcześniejszej fazie nie musiałoby eliminować jednego z nich. To korzyść dla telewizji, bo atrakcyjność relacji z imprezy nie doznałaby uszczerbku.
4) Z tego samego powodu korzyść dla widzów i telewidzów.

Wada.
Rozgrywane partie trwałyby zwykle aż do ostatniej bili na stole – co przedłużałoby rywalizację i… relację! A to z kolei dla ramówek telewizyjnych spory mankament.

Jeszcze drobna uwaga. Usłyszałem od jednego z komentatorów: może dalej kontynuować „brejka”. Proponuję w przyszłości kontynuować relację bez dalej.

środa, 22 września 2010

W Eurosporcie snooker z Glasgow. Ebdon-O`Brien. Komentował Rafał Jewtuch.
W przeciwieństwie do innych Rafałów to właśnie pan Jewtuch jest dla mnie Rafałem+. Ten mecz relacjonował sam, bo okazało się, że jego stały partner (telewizyjny!) Przemek Kruk zachorował - na szczęście niegroźnie: lekkie przeziębienie - żadna ptasia grypa. Pan Rafał i tym razem na swoim (wysokim) poziomie. Czasem zdarzają mu się przydługie monologi na tematy różne. Tym razem się powściągnął i było ok.
Zauważyłem, że pan Rafał jest admiratorem czasownika posiłkować się. W komentarzu do jednego z zagrań Ebdona usłyszeliśmy więc, że zawodnik (cytuję z pamięci): posilił się bilą niebieską. Miało być, że tą bilą sobie pomógł, użył jej, zastosował ją, wsparł się na niej, a wyszło. że ją skonsumował. Polskie czasowniki bywają jak widać zdradliwe. Mam test dla komentatora: jaka jest forma czasu teraźniejszego od czasownika runąć? Np. ten plan zawodnika właśnie… Nie, nie: runął to czas przeszły!
*
Canal+Sport. Liga hiszpańska. Real-Espaniol. Komentowali: Jacek Laskowski i Leszek Orłowski.
Zda się trwa to wieki
jak telewidz cierpi
ten serial kaleki:
Mecz według kiepskich.

poniedziałek, 20 września 2010

Jerzy Matlak – guru gburów

Polsat Sport. Siatkówka. Memoriał Agaty Mróz.
Jerzy Matlak trener reprezentacji polskich siatkarek fachowcem musi być bardzo dobrym, bo przeciętni kadry na ogół do prowadzenia nie dostają. Wiadomo jednak, że same merytoryczne kwalifikacje to trochę za mało. Trener musi być także, najkrócej mówiąc, jak dobry ojciec – raz surowy, innym razem przyjazny a zawsze sprawiedliwy. To on przecież głównie decyduje o właściwej atmosferze w zespole – nieodzownej, obok klasy sportowej, by odnosić sukcesy. A jak pod tym względem prezentuje się ojciec Matlak. Gdy drużyna wygrywa jest w miarę dobrze, ale w razie niepowodzenia trener popada w stres, który znosi bardzo źle. Widać to w czasie przerw w trakcie rozgrywanych setów. Trudno mu się wtedy opanować, jest niezwykle pobudzony, zdenerwowany, pojawia się niepohamowana złość. Na zawodniczki patrzy jak na wroga, nienawistnym okiem i z miną zbója. Trudno także zaakceptować sposób w jaki się do nich zwraca. To nie jest język perswazji i spokojnej podpowiedzi. On raczej warczy, podszczekuje na nie. Wygląda to mniej więcej tak: No, przecież nic nie gracie, no, no, obudźcie się, no, samo się nie wygra, no.
Może warto uzmysłowić Szanownemu Panu Gburowi, że no to się krzyczy na krowy, gdy chce się np. stadko przemieścić. Natomiast zwracać się tak ludzi, zwłaszcza kobiet to zachowanie prostackie, ocierające się o chamstwo. Może zatem warto, by pan Matlak odwiedził pastwisko i tam się wyładował na zastanym inwentarzu.
Chociaż, bo ja wiem, co właściwe winne byłyby te biedne krowiny?

sobota, 18 września 2010

Ględzenie na koszt abonenta

Canal+Sport. Ekstraklasa. Wisła–Korona (2:2). Komentowali: Jacek Laskowski, Kazimierz Węgrzyn i Mieczysław Szmkowiak (Szymek).

Sypią słów tyle, co odra krost,
Zdarzeń niewiele, a ocen sto.
Co chwilę któryś ozorem „miele”,
Bzdura i banał gęsto się ściele.
Masz rację Kazek – pochwalił Szymek,
Jacek z podziwu ma głupią minę.
Co z Tobą Jacek – zapytał Kazek
I patrzył w niego, tak jak w obrazek.
Nie patrz tak na mnie – poprosił Jacek,
Bo gdzieś mnie ściska i wątek tracę.
Co tracisz Jacku – zapytał Szymek
I teraz Jacek miał głupią minę.
Już odnalazłem com zgubił – Szymku –
A pogadamy o tym przy drinku.
Po meczu Szymku, z Jackiem – rzekł Kazek –
Się odprężymy w tutejszym barze.

Masz rację Kazek – tutaj się włączę
I taką prośbą wierszyk zakończę:
Pieprzcie te bzdety – powiem to wprost –
W pubie lub barze – na własny koszt
!

PS. W poprzednim wpisie pomyliłem narodowość Łotysza Rudnevsa.

Obserwatorzy

O mnie

Warszawa, Poland
Kibic sportowy