sobota, 12 marca 2011

Sir Młot – trener genialny

W GW. (12.03.2011) przeczytałem: To ponoć człowiek inteligentny, bo mówi pięcioma językami. Mam z zespole 15-latka, który też mówi pięcioma językami.  Tak wylewnie  przywitał w Wielkiej Brytanii Alex Ferguson (MU) Francuza Arsèna Wengera, kiedy ten w 1996 r. został trenerem londyńskiego Arsenalu.
Mój komentarz jest w tytule.

piątek, 11 marca 2011

Barcelona mą na mur!

Jeszcze parę słów w nawiązaniu do poprzedniego wpisu. Liga Mistrzów to dla piłkarskich klubów najważniejsza impreza w Europie i chwała Polsatowi, że choć w części, ale jednak ją relacjonuje. Funkcjonuje studio, w którym eksperci imprezę komentują. Rzecz jednak w tym, by robili to uczciwie. Po meczu Barcelona–Arsenal tego wyraźnie zabrakło. Ocenę gry Arsenalu zbyto lekceważącym wzruszeniem ramion: nie ma o czym mówić! W dodatku trenera potraktowano epitetetem.
Gdy mówi się i pisze o Arsenalu zawsze trzeba pamiętać, że jest on ewenementem. Jego trener Arsène Wenger, jako bodaj jedyny menadżer, nie kupuje gwiazd. Przeciwnie – pozyskuje młodych, utalentowanych piłkarzy, kształtuje ich, pomaga rozwinąć się piłkarsko. Przesłanie tyle ambitne, co oczywiste: stworzyć zespół, który walczyłby o cele najwyższe. I jest tego bardzo bliski.
Szczęsny
Sagna, Vermaelen, Kościelny, Clichy
Whilshere, Djourou
Walcott, Fabregas, Nasri
Van Persie
Są naturalnie jeszcze inni, młodzi, równie utalentowani.
Czy taka drużyna w optymalnej dyspozycji wszystkich jej zawodników to nie jest ten team, o który chodziło Wengerowi i który mozolnie budował on od lat? Po to m.in. by rywalizując ze zjawiskową Barceloną nie pozostać bez szans. Z różnych względów tak się nie stało. Pech, kontuzje, a także zapewne błędy, które czasem popełnia także trener (nawet tak wybitny).  Arsenal i Wenger spod krytyki wyjęci nie są ale na profesjonalne skwitowanie chyba zasłużyli. W studio Polsat tego nie uczyniono. Borkowi, Kołtoniowi i Kowalczykowi stawiam zarzut zaniechania.
I jeszcze jedno. Ktoś powiedział – i z tym się zgadzam – że tyle razy jest się człowiekiem, ile zna się języków. Choćby z tego względu Wenger to obywatel świata i zasługuje na coś więcej, niż pogardliwe: człowiek bez charakteru. Niech Roman Kołtoń raczej popracuje nad własnym. Przy okazji uwaga do pana Borka. Zamiast popisywać się oracjami pod publiczkę niech bardziej koncentruje się na merytorycznej stronie prowadzonego programu. Autorski jest – warto więc o jego rzetelność dbać.
Wojciech Kowalczyk Barcelonę adoruje – jego dobre prawo. Ale po co przy okazji pogardliwie traktować innych, choćby słabszych? Mało to eleganckie.

czwartek, 10 marca 2011

Barcelona. I tylko ona!

Komentujący w Polsacie piłkę nożną Wojciech Kowalczyk jest fanem Barcelony. Dobrze, że to ujawnił, czy źle? Uważam za właściwsze, gdy sympatie oceniającego są anonimowe. Eksperta bowiem cechować powinien obiektywizm bez podejrzeń o kibicowskie naleciałości. Ale, powiedzmy, rzecz do dyskusji.
Zdecydowanie natomiast nie podoba mi się jak Wojciech Kowalczyk kibicuje swoim pupilom. Opiszę to na przykładzie ostatniego meczu LM Barcelona–Arsenal (3:1 i awans Hiszpanów do ćwierćfinału). W.K. ocenił grę Arsenalu w tym meczu jako beznadziejną (może użył innego słowa, ale o podobnym znaczeniu). Jako uzasadnienie podał indolencję strzałową – ani jednego (nawet niecelnego) strzału na bramkę przeciwnika. I to jest prawda. Ale to bardzo powierzchowna ocena. Ocena Kowalczyka – prostego kibica, nie zaś ocena – Kowalczyka – fachowca. Profesjonalnej jego opinii niestety zabrakło. A przecież:
Arsenal mógł wyeliminować Barcelonę tylko wtedy, gdyby grał w pełnym składzie i z zawodnikami będącymi w pełni formy!
Tymczasem:
§ kluczowi gracze – Fabregas („mózg” zespołu) i van Persie (najlepszy strzelec) – grali po dłuższym leczeniu urazów, więc słabo;
§ Arsène Wenger nie miał takze do dyspozycji reprezentanta Anglii Theo Walcotta (dlatego kontrataki Arsenalu pozbawione były należytej dynamiki i szybkości;
§ w 18 min kontuzji doznał bramkarz (Szczęsny) – łagodnie mówiąc samopoczucia zespołu to nie poprawiło, a pole manewru trenera – w kontekście zmian – znacznie ograniczyło;
§ w 56 min (przy stanie 1:1 – premiującym awansem Arsenal) po czerwonej kartce goście musieli grać w osłabieniu (i dopiero w 12 min potem padła decydująca bramka).
W takich okolicznościach Arsenal miał niewielkie szansę z Barceloną. Szkoda, że Wojciech Kowalczyk o tych faktach nawet się nie zająknął!
Nie pierwszy już raz przeciwnik jego ulubieńców traktowany jest lekceważąco, czy nawet pogardliwie. I takie kibicowanie właśnie zdecydowanie mi się nie podoba.
*
Mateusz Borek, który powinien prowadzić studio a prowadzi raczej permanentną autopromocję, także nie próbował zaaranżować analizy gry Arsenalu. W kontekście np. kierowania drużyną przez Wengera. A może warto było, bo uważam je za nienajlepsze:
§ rekonwalescentów (Fabregas i van Persie) wstawił on do składu od początku meczu – być może powinien wprowadzić ich dopiero po przerwie;
§ Wenger nie dość, że pozostawił w rezerwie szybkiego Arszawina, to w dodatku delegował go do gry chyba zbyt późno (mimo to w końcówce Rosjanin zdążył wyprowadzić Bendtnera na pozycję „sam na sam” i gdyby Duńczyk źle nie przyjął piłki mogło byc 3:2 – wtedy awans Arsenalu.
§ być może wreszcie zmęczonego van Persie powinien zastąpić raczej Chamakh, gracz bardziej żwawszy i sprawniejszy, niż nieco „krowiasty” Bendtner.
Bardzo byłbym ciekaw opinii ekspertów w tych np. sprawach. Nie doczekałem się ich.
Zamiast merytorycznej oceny natomiast Roman Kołtoń wystąpił w roli psychoanalityka stwierdzając, że Wenger nie ma charakteru. Dlaczego? – bo powinien „grać swoje” a przyjął taktykę Mourinho. Czyli defensywną*. Jednym słowem tchórz!
Wenger od 1996 roku prowadzi klub ekstraklasy angielskiej Arsenal Londyn. Jest najbardziej utytułowanym, a także najdłużej pracującym menadżerem w historii klubu i jedynym niebrytyjskim menadżerem, któremu udało się skompletować dublet (w 1998 i 2002 roku). Jemu także jako jedynemu szkoleniowcowi w historii angielskiej ekstraklasy udało się przejść cały sezon bez porażki (2003/2004). Dzięki sukcesom jakie osiągnął z Arsenalem, a wcześniej z AS Monaco, Wenger uważany jest za jednego z najlepszych menadżerów na świecie. Francuz posiada tytuł elektrotechnika oraz magistra ekonomii, które zdobył na Uniwersytecie w Strasburgu. Biegle posługuje się językami francuskim, niemieckim, hiszpańskim i angielskim, a oprócz tego w mniejszym stopniu włoskim i japońskim (tyle Wikipedia).
To teraz nie dziwi, że Francuz nad charakterem popracować nie miał czasu. Arsène Wenger (rocznik 1949) już niestety jest zbyt wiekowy, żeby wytropioną przez Kołtonia skazę ze swej osobowości wyrugować. Ale dla pana Romana przyszłość rysuje się o wiele pomyślniej. Jako człowiek znacznie młodszy ma jeszcze wiele czasu, by dojrzeć mentalnie. Łatwiej mu będzie wtedy uniknąć publicznego gadania głupstw.
Barcelona powszechnie uważana jest za najlepszą drużynę świata. Takiej kibicować może, pardon,  każdy głupi. Dorosły człowiek zatem chełpić się z tego powodu nie powinien. Zwłaszcza ekspert. 

* A czy Roman Kołtoń zna drużynę, która w międzynarodowych rozgrywkach przyjęła z Barceloną taktykę ofensywną, grała swoje i nie przegrała?

wtorek, 8 marca 2011

Komentator Kazimierz Węgrzyn – esteta!

Kazimierz Węgrzyn (rocznik 1967) był dobrym polskim piłkarzem, obrońcą, 20-krotnym reprez. Polski. Dysponował optymalnymi na tę pozycję warunkami fizycznymi: 193 cm i 90 kg Grał ostro i bardzo ostro. Zasada – piłka może przejść, zawodnik nigdy – była mu bliska szczególnie. Ulubione kolory: intensywne odcienie żółci i czerwieni. Obecnie jest komentatorem Canal+Sport. I trzeba przyznać, mimo upływu lat, swych piłkarskich preferencji zasadniczo nie zmienił: oczkiem w głowie pana Kazimierza pozostały wszelkie odmiany boiskowej destrukcji.
Nie dać przeciwnikowi pograć, rozpędzić się, odcinać go od piłek – to dla niego sama radocha! Wyraża to trochę nerwowo, chaotycznie ale z wyraźnym ożywieniem, radośnie – tak jest dobrze, tak trzeba. Relacjonując ostatnio derby Warszawy narzekał, że gracze Polonii nie doskakują do rywala, nie atakują agresywnie, pozwalając Legii rozgrywać. I gdy po przerwie, długimi okresami, obie już drużyny skutecznie się paraliżowały i oglądaliśmy swoisty ping-pong Węgrzyn był usatysfakcjonowany. Zawodnicy blisko siebie na 30–40 metrach, nie dają sobie pograć, fajny meczyk się zrobił – tak mniej więcej komentował. Święte słowa: nie ma nic bardziej fascynującego niż obustronna impotencja ofensywna grających. Chcą, a nie mogą – to się musi podobać!
R.M. fascynuje inna jeszcze demolka. Obrońca – mawia – nie może dać się przepchnąć napastnikowi. Dodajmy – obrońca tamtemu – także nie! A zatem są skazani na swoistą wzajemność. Dla Węgrzyna skuteczny przepychacz to idol, a ten drugi to nieudacznik, przegrana przepchnięta rura! Dyskusja zbędna: to piłka nożna, a nie hydraulika.
Naturalnie bardzo irytuje popularnego w środowisku pana Kazka, gdy sędzia w takie zmagania zbyt często ingeruje. Obaj trzymali, obaj przepychali, arbiter powinien to puścić – to bardzo częsta jego fraza. I ma, naturalnie, rację. Co prawda jeden leży i zwija się z bólu, a drugi biegnie w najlepsze, ale to była walka –  jak mówią relacjonujący – jeden na jeden, słabsza jednostka zaliczyła glebę  i co tu ma arbiter do roboty? Nic. Natomiast pochopnym gwizdkiem, a po nim, nie daj Boże, pokazaniem żółtej kartki, zakłóca płynność przepychania, psując widowisko!
Oczywiście R.W. wielbi także faul taktyczny. Gdy zasadny – zawsze na antenie chwali. I racja: skoro inaczej się nie da – cięcie równo z trawą staje się koniecznością. A że, przy okazji, sfaulowany bezwiednie wykonuje często ewolucje z pogranicza baletu i cyrku, mecz tylko zyskuje – skuteczność i spektakl w jednym.
W meczu Legia–Polonia (1:0) obie drużyny popełniły 52 faule (po 26 każda) – częściej niż co 2 min gra była przerywana Destrukcja więc zatriumfowała! Zatem pan Węgrzyn był pewnie zadowolony. Ale nie łudźmy się – nie całkiem! Jednak jeden gol padł, oddano kilka strzałów, obrońcy niekiedy spóźniali się z faulami, itp. Taki fachowiec jak pan Kazimierz musiał to dostrzec i na pewno ocenił krytycznie.  Wyrażam przekonanie i mam nadzieje, że Kazimierz Węgrzyn obejrzy jeszcze znakomity mecz, zakończony wynikiem 0:0, z ponad 90 faulami, bez żółtych i czerwonych kartek, a obaj bramkarze nie będą mieli w ogóle kontaktu z piłką.
Za niezmienne, wyszukane spojrzenie na futbol, za niezwykle trafne definiowanie jego piękna i kunsztu, za przenikliwe wskazanie siły fizycznej a nawet „miękkiej” przemocy, jako istoty piłkarskich zmagań, wreszcie za sportowe poczucie piękna, wyrafinowanego gustu i smaku a także konsekwentne, wieloletnie propagowanie tych wszystkich wartości w Cana+Sport – taki mecz panu Kazimierzowi Węgrzynowi się należy i takiego serdecznie mu życzę! Komentując polską Ekstraklasę ma szansę podobny, godny go rarytas obejrzeć.

poniedziałek, 7 marca 2011

Ciągle wspiera Bosa boss

Właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski oświadczył, że przed końcem sezonu nie zwolni holenderskiego trenera Theo Bosa

Zadeklarował ten, co ma trzos:
dziś nie zapłonie pod Theo stos –
zatem włos z głowy mu nie spadnie.
Ta obietnica brzmi tym zasadniej,
że się ręcznikiem czesze Theo Bos.

piątek, 4 marca 2011

Panowie – uczcie się skakać na piętach!

Canal+Sport. Premier League. Chelsea–Manchester United 2:1. Komentowali: Rafał Nahorny i Marcin Rosłoń.
Zanotowałem kilkadziesiąt co celniejszych opinii i uwag, które padły w relacji.  Nie cytuję – opisuję. Życzę miłej lektury.
R.N. 5 min Okazuje się, że Sir Alex Fergusson teraz by nie powiedział tego, co powiedział przed 6 miesiącami
R.N. 6 Mówi kogo możemy zobaczyć na boisku po przerwie
R.N. 7 Ivanowic dobrze grał w zeszłym roku. Dodajmy w tym też gra dobrze.
R.N. 8 Luiz pobiegł daleko za Flecherem.
R.N. 9 Nad czym zastanawiały się gazety przed meczem – przegląda prasę.
R.N. 11 Chelsea nie przegrała meczu, jak sędziował Atkinson.
M.R. 12 Essien!!! – zawył jaskiniowo, bo akurat piłkarz z Ghany strzelał.
R.N. 15 Obie drużyny spotkały się przed sezonem. Wtedy Chelsea grała lepiej, a teraz gra gorzej. Co się stało z Chelsea? Zapytał. I nie zdążył odpowiedzieć, bo…
M.R. Hernandez się szeroko przemieścił.
M.R. 16 Każde przyjęcie (piłki) Torresa jest takie, żeby od razu zwrócić twarz w stronę przeciwnika.
M.R. 17 Evry nie powinien zrażać ostry kąt.
R.N. 18 Omawia ostatni mecz Chelsea i ujawnia z kim chce ona złapać kontakt w tabeli.
M.R. 19 Precyzuje kiedy MU będzie mógł grać na nosie Liverpoolowi.
R.N. 21 Zauważa, że niektórzy z grających mając 8 miesięcy jeszcze nie umieli chodzić, ale już kopali – raczkując.
R.N. 22 Sir Alex Fergusson przypomniał, że Stamford Bridge (stadion Chelsea) to nie jest twierdza.
M.R. 23 Anelka to nie Andy Caroll. On nie pójdzie w powietrzu na każdą piłkę. Jak Caroll chodzi w powietrzu Rosłoń opowie, miejmy nadzieję, w czasie najbliższej relacji. Chociaż lepiej byłoby gdyby to pokazał. Może reportażyk 1 na 1 sam ze sobą?
R.N. 24 Biją na alarm w polu karnym MU.
M.R. 25 Nie poszedł za balansem Torresa i dlatego wygarnął mu piłkę nogą. Jak chodzić za balansem? Może Rosłoń to także pokazałby we wspomnianym reportażu.
M.R. 26 Nani drobił, żeby sobie przerzucić piłkę na prawą nogę.
M.R. 28 Rada dla Luiza:. po ciosie piłką w „męskość” należy poskakać na piętach. To już trzeci element do zademonstrowania w ewentualnym 1 na 1 sam ze sobą.
R.N. 29 Mówi o czym myślą trybuny.
R.N. 31 Zastanawia się, co pisałyby gazety, gdyby londyńczycy grali tak tchórzliwie, jak w poprzednim meczu.
M.R. 33 Zezwolił MU przyjmować przeciwnika na swojej połowie.
R.N. 35 Dowiedzieliśmy się co Nani mówił przed meczem.
R.N. 36 Piłkarze Chelsea po dobrym początku zaczęli gasnąć, bo właściciel zwolnił II trenera.
R.N. 37 Opisuje  z jaką opinią walczy Hernandez.
M.R. 38 Radzi Chelsea, żeby spróbowała prawą stroną.
M.R. 38 Lampard ogranicza się do rozrzucania piłki.
R.N. 39 Lampard pauzował po operacji przepukliny, ale już gra!
R.N. 40 Mówi, co mówił Torres.
R.N. 41 Bramkarz Van der Sar był najlepszy mimo, że MU wygrał z Wigan 4:0.
R.N. 42 Chelsea w zeszłym roku była mistrzem a w tym nie będzie.
M.R. 43 Jeden z zawodników musiał odciągnąć ramię za plecy. Nic mu się nie stało.
R.N. 50 Zawodnicy ufają Van der Sarowi i dlatego nie boją się faulować.
M.R. 51 O kontuzjogennym Ferdynandzie: jak nie kręgosłup to mięśnie pleców, jak nie kolano to łydka.
M.R. Jeden z zawodników pokazał ręką, że kolega spojrzał.
M.R. MU mógł dalej kontynuować grę.
R.N. Piłkarze MU nie mieli czasu na rozpamiętywanie.
R.N. 66 Sędzia nachylił się, żeby widzieć co jest w parterze.
M.R. 67 Bułgar wyglądał jakby zbudzili go do roboty.
M.R. 74 Większą liczbą nadciągnęli obrońcy.
R.N. 75 Čech odpowiednio nadstawił ręce.
R.N. 79 Cztery lata temu Lampard nie strzelił karnego a teraz strzelił, czyli uraz mu nie pozostał.
R.N. 85 Opowiada czym się martwi a czym nie Van der Sar?
R.N. 90 Dowiadujemy się w co wierzą firmy bukmacherskie?
 *
W ciekawym skądinąd programie Canal+Sport Liga+Extra Andrzej Twarowski zadał pytanie dziennikarzowi PS Antoniemu Bugajskiemu. Zwarte, krótkie konkretne.
Wykonaliśmy tutaj małe działanie matematyczne i wyszło nam, że Cracovia, panie Antoni, potrzebuje 23 pkt, żeby się utrzymać – według tych wyliczeń trenera Szatałowa. No, nie jest to utrzymanie na wyciągnięcie ręki. Kiedyś Groclin tak się uratował. No, ale czasy się zmieniły. Ty jeszcze wierzysz, że Cracovia ma jeszcze szanse. No, bo ci wszyscy z otoczenia Pasów muszą mówić, że mają optymizm i wiarę, ale mnie się wydaje, że jeszcze gdzieś tam drużyna jest przygotowywana pod spadek i pod ewentualną od razu walkę o awans. Czy uważasz, że ta przebudowa zespołu nastąpiła właśnie teraz?
Tak tasiemcowo pan Twarowski snuł się jeszcze 2–3 razy. Miał szczęście, że nikt go nie poprosił o powtórzenie pytania. Sporo ryzykuje.
Pan Bugajski natomiast w odpowiedzi przytoczył fragment wywiadu swojego kolegi po fachu z właścicielem Cracovii prof. Filipiakiem.
Dz.: Czy Pan wierzy, że Pana zespół utrzyma się w ekstraklasie, bo ja nie?
F.: Dlatego ja jestem milionerem, a Pan dziennikarzem.
Mam taki do tego komentarz. Po pierwsze: kogo obchodzi w co pytający wierzy? Istotne jest, co sądzi o tym pytany. A poza tym po co wystawiać się na riposty?
Po drugie: odpowiedź Profesora raczej niegrzeczna niż błyskotliwa. A merytorycznie? Czy sama wiara może uczynić z kogoś milionera?

Czy ktoś w to uwierzy? Bo ja nie!

czwartek, 3 marca 2011

Grunt to zdrowie?


Yayeczka purée

Sytuacja nietypowa –
z Bjoergen dziś nie wygra zdrowa.
Żaden trening nie wystarczy.
Niech główkuje więc Kowalczyk,
jak na astmę zachorować!

Obserwatorzy

O mnie

Warszawa, Poland
Kibic sportowy