czwartek, 27 stycznia 2011

Profesja, honor, obrzęk

Robert Radwański to nie tylko ojciec tenisistki Agnieszki, ale także jej trener, nieustannie swój zawodowy warsztat rozwijający. Niedawno zdecydował, że w trwającym właśnie wielkoszlemowym Australian Open jego córka wystartuje nie tylko w singlu, ale także w grze podwójnej. Jakże mądra i wizjonerska to była decyzja.
Jak wiadomo pani Agnieszka w październiku zeszłego roku przeszła operację nogi. Zabieg, a potem rehabilitacja spowodowały długą przerwę w startach – turniej o którym mowa był pierwszym po zabiegu. Stało się więc jasne, że brak jej będzie ogrania, przetarcia, czucia kortu, piłki etc. Remedium na takie sportowe dolegliwości jest proste – jak najwięcej grać! Stąd decyzja o dodatkowym starcie w deblu.
Jakiś gamoń-ignorant mógłby naturalnie mieć dylemat, czy aby poddana niedawnemu zabiegowi stopa wytrzyma dodatkowe obciążenia. Takie głupawe obiekcje rozwiało samo życie. Radwańska wygrała cztery spotkania i odpadła dopiero w ćwierćfinale. Wniosek: deblowe przetarcie zaprocentowało, a stopa wytrzymała. No, prawie. Pojawiła się bowiem na niej opuchlizna, z którą pani Agnieszka kilka spotkań rozegrać jednak musiała. Było trochę kłopotu, bo noga się w but nie mieściła. Ale w końcu co to za niedogodność – nieduże wycięcie, by obrzęk znalazł ujście, jakiś tam śladowy ból – nie ma o czym mówić.
Tym bardziej, że przewidywalność trenera przyniosła dodatkową korzyść. Stopa przecież nie stęchnie na ładne oczy, ani za darmochę. Dlatego pieniądze, które córka zarobiła za wygranie gier deblowych, mogą być przeznaczone na leczenie opuchlizny. Zatem znana powszechnie krakowska roztropność w zarządzaniu finansami i tu w pełni się potwierdziła.
Warto jeszcze dodać, że Tatuś duży nacisk kładzie także na moralną stronę swojej profesji. Zwykle tenisiści mają jakiegoś sponsora – jego córka dotąd nie ma. Były naturalnie firmy, które oferowały swoje usługi… ale, niestety, przez pośrednika. Prawy i sprawiedliwy ojciec Robert mówi jednak... nie! Bo co z tego, że można zarobić choćby i milion, skoro pośrednikowi trzeba będzie odpalić dolę… I taki darmozjad zarobi np. 100.000 tys. za nic. To rażąca granda i niesprawiedliwość. Dla purytanina Radwańskiego nie do przyjęcia.
Życząc dalszych sukcesów szlachetnemu trenerowi, należy wyrazić nadzieję, że wkrótce córka z obrzękiem skutecznie się upora. Bez komplikacji.



niedziela, 23 stycznia 2011

Gdy skoczek rusza po rozbiegu zamilcz, durniu…

... i milcz do chwili jego wylądowania

Kiedyś Bill Clinton powiesił w swojej sypialni na ścianie maksymę: Po pierwsze gospodarka, durniu. To był pierwszy tekst, który co dzień odczytywał przy wstawaniu z łóżka.
Zalecałbym Markowi Rudzińskiemu (Eurosport), Włodzimierzowi Szaranowiczowi i Sebastianowi Szczęsnemu (TVP) postąpić podobnie, jak prezydent USA. Wzorzec definicji – powyżej. Do wykorzystania gratis.

Yayeczka puré
Eurosport. Narciarstwo alpejskie – zjazd. Gdy startował Francuz Poisson Witold Domański przedstawił go jako Płazą. I trochę narozrabiał. Poisson to po francusku ryba i wymawia się płasą. Natomiast płazą to trucizna i pisze się ją – poison (między samogłoskami s wymawia się dźwięcznie). Czyli z pana Ryby zrobił się pan Trucizna.
Niewątpliwie Witold Domański, choć podtruł leciutko relacje polsko-francuskie, to znacząco im raczej nie zaszkodził. Francuska Federacja Narciarska też zapewne protestu do Stacji nie skieruje. A wtedy pobłażliwi dla red. Domańskiego będą również jego przełożeni z paryskiej centrali. Czego szczerze należy Panu życzyć.
Reasumując: niech ten mało znaczący incydent ujdzie Panu płazę.

sobota, 22 stycznia 2011

Tym razem przyjemniaczek bredzi z Zakopanego

Nacisnąłem na pilocie stosowną cyferkę i usiadłem, by oglądać skoki z Zakopanego na kanale TVP HD. Spodziewałem się, że podobnie jak kwalifikacje, także pierwszy konkurs kaleczył będzie Sebastian Szczęsny. Ale rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. Odezwał się Włodzimierz Szaranowicz!* No, tak musiał się podstawić, przecież Małysz może wygrać – pomyślałem! Ale ja masochistą nie jestem. Tego przyjemniaczka mam po dziurki w nosie!
Z lekką obawą (Marek Rudzińsk!), przerzuciłem się więc na Eurosport – tam zastałem szczęśliwie red. Bogdana Chruścickiego. Ma on swoje wady, ale lubię go za jego fajną naturalność. Dlatego alternatywy nie miałem.
Sympatyczną specjalnością B.Ch. jest antycypacja. On, mianowicie, próbuje „na gorąco”, nieoficjalnie przewidzieć długość skoku, zanim organizator wyświetli to oficjalnie. Dlaczego to robi? Bo lubi, i niech tak zostanie. I, przyznać trzeba, przynosi to pewną znaczącą korzyść – wiemy wówczas już prawie na pewno, ile zawodnik nie skoczył!
Jednak przy skoku Kranjeca pan Bogdan przegiął. Zapowiadając Słowaka powiedział, że równie dobrze może on skoczyć 130 m jak i 68 m. Gdy zawodnik wylądował padła panabogdanowa „antycypka”: jednak bliżej 68 m. Wyświetliło się 110,5 m. Dlaczego dystans 42,5 m jest bliższy 110,5 m, a 19,5 m jest od nich odleglejszy tego red. Chruściki nie wyjaśnił. Może uczyni to dziś podczas drugiego konkursu.
*
Właśnie zakończyła się w Eurosporcie relacja ze zjazdu mężczyzn w Kitzbühel. Lekko marudziłem, bo wydawało mi się, że red. Domański tym razem trochę za wiele wciskał w relację zbędnych oboczności, ale po chwili narzekać przestałem. Z utyskiwań wyleczyła mnie miła pani z TVP Sport – zmieniłem bowiem kanał by posłuchać tamtej relacji. Komentatorka nie zająknęła się słowem na temat zjeżdżającego zawodnika. Opowiadała jakieś okołonarciarskie bajdy. Domański wróć krzyknąłem więc bezgłośnie i pilotem reaktywowałem Eurosport. Stacja ta po raz drugi tego dnia okazała się lepszym wyborem. I chwała jej za to i panom Chruścickiemu i Domańskiemu również.

* Dotrzymując danej kilka miesięcy termu obietnicy przypominam telewizyjny debilizm wszechczasów. Było to pytanie, które w TVP (r. 2003) w studyjnym wywiadzie Włodzimierz Szaranowicz zadał Przemysławowi Salecie:
– Chciałbyś powąchać jeszcze smak potu w ringu?

czwartek, 20 stycznia 2011

Tragedia prawdy katyńskiej

Zarówno rażąco niekompletny raport MAK, jak i ujawnione przez tę instytucję stenogramy z wieży kontrolnej (sterowanej z Moskwy), pozwalają na stwierdzenie, że kluczowa prawda smoleńska została odkryta*. Mianowicie:
  1. wiadomo już, prawie ze 100% pewnością, co działo się w samolocie Tu154M od momentu, gdy znalazł się nad Rosją do chwili katastrofy
  2. wiadomo już, co działo się w tym czasie w smoleńskiej wieży kontrolnej
  3. wiadomo wreszcie jak współdziałali i współpracowali kontrolerzy z załogą samolotu
Końcowy raport komisji min. Millera, uzupełniając i precyzując różne fakty i okoliczności, prawdę smoleńską z pewnością wzmocni. Zadbajmy więc, by wyraziście zaistniała w przestrzeni publicznej! Ona już nie jest anonimowa. Ona została odkryta. Jej już nie trzeba szukać!
Natomiast trzeba ją chronić. Bo nie dość, że bywa fałszywie nazywana nieznaną, to jeszcze obijana i kaleczona, będąc wciąż przedmiotem używanym do demagogicznych i cynicznych politycznych rozgrywek.
Teraz przychodzi czas na ustalanie dalszych okoliczności i faktów związanych z tą katastrofą. Ale kluczowa prawda już została zdefiniowana.

* Jarosław Kaczyński całkowitą odpowiedzialnością za katastrofę obarczył Rosjan. Jest to, łagodnie mówiąc, stwierdzenie niemądre. Ale oskarżenie i wyrok jednocześnie mógł wydać z jednego tylko powodu: bo poznał smoleńską prawdę. Udowodnił samemu sobie przy okazji, że wszelkie jego zarzuty pod adresem rządu, iż sprzedanie śledztwa Rosji uniemożliwi odkrycie prawdy, było haniebnym pomówieniem. I to jeszcze, że działania polskich władz i służb okazały się niezwykle skuteczne i zadziwiająco szybkie.

środa, 19 stycznia 2011

Jak Domański trafił Murawskim w płot

Eurosport2. Bundesliga. Bayer Leverkusen–Borussia Dortmund 1:3. Komentowali: Tomasz Lach i Maciej Murawski.
Defensywny pomocnik (DP) to nie jest arbiter elegancji. Ma głównie powstrzymywać wroga. W jego fachu liczy się wyłącznie efekt. DP zatem w nogi (cudze) kopie, nogi (swoje) podstawia, przepycha aby szturchnąć i szturcha żeby przepchnąć, w tłoku genitalia (cudze) szarpnięciem popieści, rękościsku (swojego) dostaje, gdy trykot (cudzy) obłapi, w wyskoku łokciem wizytę u dentysty wymusi, strzeli czółkiem i z łuku brwiowego agresora krwi upuści, w pół przytrzymie i nie puści. Wszystkie chwyty w użyciu. Jednym słowem DP to boiskowy agresor i niszczący widowisko szkodnik. Ale dla swoich nieoceniony, rzec można: szkodnik pozytywny.
Maciej Murawski grał (choć nie tylko*) jako DP właśnie. Boiskowym zabijaką nie był, choć, naturalnie, zasady – piłka może przejść, zawodnik nigdy – przestrzegać musiał. Był zawodnikiem inteligentnym, w Legii kilka sezonów zaliczył. Warto dodać, że jako piłkarz miał jedną bardzo charakterystyczną cechę, mianowicie armatni wprost strzał i to z obu nóg. Dlaczego armatni? Bo jak odpalił z którejś swojej haubicy, to efektem była salwa… śmiechu na widowni. Uciechę sprawiała zarówno siła jak celność jego kolubryn. Jeden z nielicznych, którzy trafiali w narożne chorągiewki.
Szef Eurosportu Witold Domański wpadł na pomysł, aby zatrudnić MM jako komentatora. I był to pomysł równie fortunny jak przeszłe snajperskie poczynania nominata. Gdy Murawski dla nas kopał popatrzeć się dało, jak zaczął dla nas komentować słuchać trudno. Mędzi i ględzi o tym co kiedyś widział, albo słyszał. Nieprzerwany słowotok jeźdźca bez głowy. Co gorsza przerywa koledze, gdy ten od czasu do czasu (stanowczo zbyt rzadko) próbuje relacjonować, to co na murawie.
Reasumując: jako piłkarz Maciej Murawski był szkodnikiem pozytywnym, jako komentator zaś jest szkodnikiem… tylko.

* Grał także jako obrońca.



poniedziałek, 17 stycznia 2011

Jak szkodzić własnej Stacji?

Canal+ Sport. Liga hiszpańska. Barcelona–Malaga 4:1. Widowisko paskudzili: Jacek Laskowski i Leszek Orłowski.

Paskudy medialne, relacji psuje,
Słowo do wizji rzadko tu pasuje.
Chociaż gra Barca – nie znaczy to nic –
Prowadzą niezmiennie swój show – Telepic.
A niech paraliż im języki skuje!

sobota, 15 stycznia 2011

Uczeń Przemka i Rafała


Eurosport. Snooker. Turniej Masters w Londynie. Komentują: Przemek Kruk i Rafał Jewtuch..
W anegdotce Johannes Brahms spacerując po Wiedniu natknął się na ulicznego żebraka grającego na skrzypcach… utwór tego kompozytora właśnie. Ponieważ fałszował okrutnie, Brahms podszedł do niego, przedstawił się, oferował kilka marek, po czym wziął od żebraka instrument i specjalnie dla niego poprawnie wykonał swój utwór. Grajek mu grzecznie podziękował. Gdy na drugi dzień kompozytor ponownie przechodził w tym miejscu, znów usłyszał swój utwór, jak poprzednio grany fałszywie, ale na piersiach żebraka widniała tabliczka z napisem: Uczeń Brahmsa.
Kiedy w Eurosporcie pierwszy raz obejrzałem relację ze snookera nie miałem o nim zielonego pojęcia. Ale bajeczny kunszt zawodników i inteligentni komentatorzy sprawili, że potyczki na zielonym, eleganckim stole zacząłem odtąd oglądać regularnie – zatem siłą rzeczy moja wiedza o tej dyscyplinie stopniowo się poszerzała. Przepraszam, muszę na chwilę przerwać, bo tabliczka opiera mi się o klawiaturę i przeszkadza w pisaniu… O już jest ok.! Dziś o snookerze wiem już na tyle dużo, że bezczelnie pozwolę sobie udzielić kilku porad i spostrzeżeń, które mogą się przydać, nie waham się tego powiedzieć, nawet zaawansowanym niejednokrotnie zawodnikom.
Przy okazji zaś, panowie Przemek Kruk i Rafał Jewtuch przekonają się, jakie rezultaty przyniosły, w tym konkretnym przypadku, ich kilkuletnie edukacyjne wysiłki.

Nie stawiaj pochopnie wszystkiego na jedną kartę – lepiej się odstaw.

Nie bądź arogancki wobec bil – one niekiedy wpadają „po prośbie”.

Snookerowy paradoks: doskonalenie wstecznej rotacji to element postępu w grze.

Nie próbuj ośmieszać przeciwnika – on tuż obok siedzi uzbrojony.

Trafiaj do kieszeni, bo po kieszeni dostaniesz.

Wzbogacaj swoją taktykę, także o elementy psychologii. Grając finał, przed pierwszym frejmem wręcz rywalowi proporczyk w kształcie elastycznej, miękkiej podkładki pod siedzenie. Dołączyć można broszurkę: Podstawy snookera.
albo
Gdy pozostajesz długo przy stole podejdź do siedzącego przeciwnika i zaproponuj mu: pochodź może trochę, bo tak siedzisz i się zastoisz.

Nie bądź pazerny: biała bila w kieszeni to nie jest zysk.

Graj odważnie. W snookerze nawet ze strony wykorzystywanych band nie grozi Ci retorsja.

Bądź wyrozumiały. Pozwól czasem tipowi puknąć kolorową.

Dbaj o sprzęt snookerowy. Gdy wykonujesz trudne uderzenie i musisz położyć nogę na stole – poproś sędziego o wyczyszczenie buta.


Obserwatorzy

O mnie

Warszawa, Poland
Kibic sportowy