poniedziałek, 21 czerwca 2010

Witamy ponownie, dzieciaku!

TVP. MŚ. w RPA.
Pisanie bloga o komentatorach to nie jest zajęcie wdzięczne. Już sądziłem, że Dariusz Szpakowski po latach pracy dojrzał i zrozumiał, że mówić tekstem własnym powinien jak najmniej. Ma przecież przed każdym meczem gotowe i nieskomplikowane libretto, dość łatwe do wykucia na pamięć, w dodatku powszechnie dostępne: są to składy drużyn. I zapisane tam nazwiska zawodników to jest ten przede wszystkim tekst, który pan Szpakowski powinien wygłaszać w czasie pracy. Dwa bodaj relacjonowane przez niego spotkania mogły wskazywać, że to zrozumiał. Ale wczorajszy mecz Brazylia–Wybrzeże Kości Słoniowej (3:1) pokazał, że było to przypuszczenie nieuprawnione. Wrócił stary, mało rozsądny dzieciak, zadający niemądre pytania i wygłaszający takież opinie i oceny.
42-calowy telewizor, HD, kilkanaście kamer, urzekające powtórki akcji, bajeczne czasem zagrania, piękne bramki, ale także udane parady bramkarzy – a w tle brzęczące wuwuzele i żałośni amatorzy przy mikrofonie. No cóż, świat pełen jest zaskakujących kontrastów!

niedziela, 20 czerwca 2010

Dania! Kamerun! Szpakowski! Lubański!

TVP. MŚ. RPA. Dania–Kamerun 2:1. Komentowali: Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Lubański.
Najbardziej widowiskowy mecz mistrzostw. Było to, co jest solą futbolu – ciągłość akcji zespołowych i indywidualnych, celne strzały, efektowne interwencje bramkarzy i wreszcie gole. Do piłkarzy dostroili się doskonale sprawozdawcy. Nie bredzili (jak Jońca, od początku do końca), nie epatowali banałem i pustosłowiem, przetykanym „chłopską filozofią" (tenże Jońca, Iwański, Jasina – on zwłaszcza), nie wpychali nam w uszy piłkarsko-obyczjowego kompostu (Michał Kołodziejczyk), [przy okazji serdecznie pozdrawiam dawno nie słyszanych (co za ulga) specjalistów w użyźnianiu podobnym badziewiem – Nahornego, Orłowskiego, Milkę i Lipińskiego z Canal+Sport], nie przedstawiali przez 3 minuty rezerwowego, który szykował się do wejścia na boisko (Jońca – także generator eeee, yyyy), wreszcie, anonsując strzelone bramki nie wyli jak jaskiniowcy (Maciej Iwański). Ten nieludzki skowyt musiał on ćwiczyć gdzieś na odludziu, bo gdyby trenował w domu to nawet pobożna żona poradziłaby mu: Spierd....j do buszu, dzikusie. Z chęcią dołączyłbym się do tak sformułowanego żoninego przesłania.
Ale w relacjach z imprezy zauważyłem także kolejny pozytyw. To Michał Zawacki. Podobnie jak wymieniona w tytule dwójka jest zainteresowany przede wszystkim relacjonowanym meczem. Nie filozofuje, nie poucza, stara się nie przegapić żadnej rozgrywanej akcji, ogląda mecz a nie cytuje przyniesionego do studia laptopa. Ma jednak pewne naleciałości. Np. osobiście radziłbym mu zapoznać się z tekstami niektórych żon! Wtedy może być bardzo dobrze panie Michale!
Pozdrawiałem serdecznie innych – czas więc pozdrowić także bohaterów wieczoru: panowie Szpakowski i Lubański: wszystkiego najlepszego i dziękuję!

sobota, 19 czerwca 2010

Ratunku!!!

MŚ RPA. Mecz Japonia–Holandia (0:1). Bredził: Jacek Jońca

Czy TVP mogłaby nam oszczędzić tak beznadziejnie głupich komentatorów jak Jacek Jońca!!!???

piątek, 18 czerwca 2010

Jest polska odmiana Wuwuzela

Komentator TVP na Mundialu w RPA Tomasz Jasina przed, w czasie trwania i tuż po I-szej połowie meczu Korea Południowa–Argentyna wydał z siebie 80 opinii, omówień, ocen, historyjek (np. trener Korei 36 lat temu strzelił samobója w jakimś meczu), statystyk, ciekawostek, wieści z baru, magla, bazaru, cmentarza, itp. nie dotyczących bezpośrednio rozgrywanego spotkania – takie oboczności okołomeczowe. W II-giej połowie liczyć przestałem, ale tak „na ucho" lało się tego jeszcze więcej. W sumie 160 komentarzyków co najmniej
Mamy więc polskią odmianę Wuwuzela – nazywa się Tomasz Jasina. Jednak różni się ona zasadniczo od tych z RPA (okazuje się, że wytwarzanych głównie w Chinach)...
1. Nie jest to trąbka plastykowa, obca, tylko nasza, cielesna. Krew w krew, kość w kość – polska.
2. Ichni wuwuzel jest niedużą trąbką, no... to nasz pan Tomasz w porównaniu, gabarytowo, to co najmniej pokaźna Wuwuzel-trąba.
3. Odrębność rodzimej Wuwuzeli charakteryzuje się także tym, że nie potrzebuje dodatkowego impulsu, nikt w nią nie musi dmuchać, napędza się samoistnie.
4. Trąbki używane w RPA wydają dźwięk jednostajny, trochę nieartykułowany, poszumem przypominają jakiś gigantyczny ul, ze złowrogą groźbą bolesnych użądleń. Nasz natomiast operuje słowami, a nawet całymi zdaniami słuchaczowi przyjaznymi – jest lagodny i dobroduszny. Jakby mówił do pacjentów z określonego szpitala, których w żaden sposób nie chciałby irytować, by im nie pogorszyć.
Tyle różnic.
W jednym natomiast obie odmiany wuwuzeli są podobne: wydają z siebie dźwięki, które są nikomu do niczego niepotrzebnne, wywołując jedynie dokuczliwy dyskomfort słuchacza.

czwartek, 17 czerwca 2010

Ruszajcie też głową Panowie!

Hiszpania przegrała 0:1 ze Szwajcarią. Ponieważ o meczu powiedziano już wszystko – ja o tym co pominięto. Nikt – ani Jacek Jońca (komentator meczu), ani obecni w studio mundialowym eksperci, nie zauważyli nieobecności na boisku Fabregasa. Miejsca w składzie nie znalazł, z ławki rezerwowych nie wszedł także. A przecież pomocnik Arsenalu to idealny zawodnik na prostacki (jednak!) antyfutbol. Dysponuje on bowiem doskonałym strzałem z dystansu – znakomici Xavi i Iniesta ustępują mu tutaj zdecydowanie. W dodatku byli nieco przygaszeni, bez błysku i zmiana jednego z nich na Fabregasa wręcz się narzucała. Ale trenerowi del Bosque się nie narzuciła. Nie wpadł on również na pomysł wprowadzenia napastnika Fernando Llorente, a jego wzrost (195 cm) mógłby odmienić rezultat rywalizacji. Jerzy Engel zaś zauważył słusznie, że Szwajcarzy mieli wiele szczęścia, natomiast los Hiszpanów gnębił. Niewykorzystane „sam na sam" Pique, niepokazanie faulującemu Senderosowi czerwonej kartki (gdy po udanym dryblingu Iniesta miałby przed sobą już tylko bramkarza został przez szwajcarskiego obrońcę powalony), atomowy strzał w poprzeczkę Alonso oraz nieprzyznanie Hiszpanom rzutu karnego, gdy faulowany na polu karnym był Silva.– te okoliczności i nienalepsze prowadzenie zespołu przez trenera skończyło się sportową sensacją.
Komentator Jacek Jońca, który wreszcie zauważył że komentuje i nie może mówić byle czego – golem Szwajcarów został trafiony równie celnie jak Hiszpanie. Do równowagi nie doszedł do końca relacji. Był nadmiernie pobudzony, zdziwiony, zaskoczony, snuł natrętnym i podnieconym głosem rozważania, „co to będzie, jak się stanie" – rzetelną relację szlag trafił. Na koniec wyczerpany bezustannym komentowaniem, oddał głos gościom w studio, zachęcając ich, żeby komentowali. Dalszy komentarz zbyteczny! Ale ogólnie jednak postęp pan Jacek zanotował.
Napisałem prostacki antyfutbol, bo to taktyczny regres. Trudno bowiem nazwać postępem, skuteczne powielanie wiekowego włoskiego „catenazzio". A to ono staje się źródłem sukcesu. Tyle tylko, że niemiecki trener Hitzfeld w tym meczu, a przed kilkunastu dniami Jose Mourinho (jego Inter wygrał Ligę Mistrzów) taką trywialną „strategią" – mordują piłkarskie widowiska. Co zrobić, by dla milionów widzów je odzyskać, by polot, fantazja, finezja i wirtuozeria, czyli to co w futbolu piękne, nie przegrywało z siermiężym rzemiosłem? Futbol kostnieje, destrukcja, czyli brzydota, święci triumfy. To jest poważny problem i z nim prędzej, czy później środowisko piłkarskie musi się zmierzyć. Impuls powinien wyjść ze środowiska sportowych dziennikarzy. Telewizyjnych także!
W studio Włodzimierz Szaranowicz tym razem pozwolił oceniać zaproszonym ekspertom. Sam się nie wyrywał. I to była bardzo trafna decyzja!
Natomiast para komentatorów Maciej Iwański i Michał Kołodziejczyk swoją profesjonalną bezmyślnością przypominają jako żywo duet z Canal+ Sport: Grzegorz Milko, Tomasz Lipiński. Od czasu do czasu rzucając okiem na wiszący na ścianie teklewizor, dwaj kolesie siedzą w pubie przy browarku ględząc i plotkując na głupawe tematy. Z tym to się kojarzy. I to jest ich sposób na spędzenie miłej afrykańskiej eskapady. Dyrektorze Szaranowicz, a może wyciągnąć tych Panów z lokalu i przywolać do „roboty ze słuchawkami". Po to przeciez Pan ich tam wysłał!
Niezły jest Michał Zawacki. Ale musi zrozumieć, że mikrofon to nie kosz na śmieci i nie można tam wrzucać byle czego – telewidzów należy szanować. Niech Pan narzuci sobie autocenzurę na „bzdety" i zajmie się przede wszystkim wydarzeniami na boisku! Wtedy będzie ok!
Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Lubański w dalszym ciągu poziom trzymają. Jeszcze, zwłaszcza panu Dariuszowi, zdarza się dekoncentracja, ale coraz rzadziej. Natomiast w meczu RPA– Urugwaj to jednak pan Włodzimierz błysnął znajomością rzeczy i bystrym okiem. Oceniając urugwajskich napastników stwierdził bowiem: są to zawodnicy, którzy się z przodu ruszają. Parafrazując – apel do niektórych reklacjonujących: ruszajcie głową Panowie, bo to Mistrzostwa Świata!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Jacek Jońca z urazem głowy?

TVP MŚ w RPA. Mecz Niemcy–Australia. Komentował: Jacek Jońca.

Relacja ta ujawniła przykrą kontuzję sprawozdawcy. Zdiagnozować ją można jako kompletny zanik inteligencji. Jacek Jońca wyraźnie nie zdaje sobie sprawy gdzie jest i co ma mówić. Z taką ograniczoną poczytalnością może stać się niebezpieczny dla otoczenia i samego siebie. Wydaje się, że jego szef Włodzimierz Szaranowicz powinien zatem nakazać Jońcy pilny powrót do kraju i zalecić mu poddanie się szczegółowym badaniom.

sobota, 12 czerwca 2010

Niech żyje Dariusz Szpakowski

TVP. Piłka nożna. MŚ w RPA. Mecz otwarcia RPA–Meksyk. Komentowali: Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Lubański. W studio mundialu: prowadzący Włodzimierz Szaranowicz i zaproszeni eksperci Jacek Gmoch, Jerzy Engel i Jerzy Dudek (wreszcie w pierwszym składzie).

Pisałem już o tym. Kiedyś zadzwonił do mnie kolega i zapytał: „Czy ktoś, kiedyś zastrzeli Dariusza Szpakowskiego". Pytanie padło w przerwie jakiegoś meczu, który pan Dariusz „na swój sposób" relacjonował. Był to wyraz całkowitej frustracji, bezradności i irytacji człowieka skądinąd łagodnego, światu życzliwego i przyjaznego. Ale też sprawozdawca TVP solidnie sobie na tę kiepska opinię zapracował. Tyle słów niepotrzebnych, pytań głupawych oraz komentarzy i ocen, powiedzmy łagodnie, nieprzemyślanych – publicznie rzadko kto wypowiedział. Może tylko... oszczędźmy sobie jednak to nazwisko. Tylko nie zapomnijmy wkrótce je skreślić.
Wracam do naszego bohatera. Byłem pewien, że obrzydzi mi, dużą część mundialu. I nagle jakże przyjemnne rozczarowanie. Nie wiem czy był tego dnia niedysponowany, czy była inna przyczyna, w każdym razie odkrył tę banalnie prosta prawdę, że skoro w studio mundialu TVP przed, w przerwie i po meczu komentuje wydarzenia czterech ludzi a także siedzący obok kolega, to sprawozdawca ocen powinien sobie oszczędzić i relacjonować jedynie bieżące wydarzenia na boisku. I tak postąpił on tym razem. Stonowany, bez niemądrych wtrętów własnych. Gdyby okazało się, ze powodem takiej metamorfozy było wspomniane kiepskie samopoczucie, to, jeśli przypadłość nie jest zbyt dolegliwa, niech panu Dariuszowi pozostanie do końca sprawozdawczych dni jego.
Studio TVP też odmienione. Nareszcie trwało dłużej niż reklamy przed i po nim. Tutaj dwie uwagi do prowadzącego Włodzimierza Szaranowicza. Byłoby i grzeczniej i rozsądniej gdyby w przerwie meczu oceny zaczynali ci, których Pan zaprosił. Lepiej się znają na rzeczy i są gośćmi. Wystarczy proste: „Jak oceniacie pierwszą połowę? Jacek?". I pan Gmoch wygłosi swój kolejny „skecz na temat mecz". I druga uwaga. W czasie licznych powtórek to eksponowany obraz musi być oceniany i komentowany. Żeby telewidzowie nie nabawili się rozdwojenia jaźni. Pozostałe diagnozy i wzmianki powinny być czynione na zbliżeniach i innych konterfektach obecnych w studio.

Dłuższy czas się nie odzywałem. Był to wyraz bezradności, zniechęcenia... i awersji do osoby własnej. Wylewam z siebie tyle żółci, obrażam ludzi, jestem złosliwy i napastliwy, a rezultaty prawie żadne. Miałem i mam świadomość, oczywiście, że pole rażenia tego blogu jest znikome, ale mimo wszystko. I dopiero ta relacja Dariusza Szpakowskiego i to studio, choć dalekie od ideału, dały mi jeszcze nadzieję. Oby nie płonną!
PS. Przykrą niespodziankę uczynił mi natomiast BLOGGER, z którego gościnnych łamów korzystam. Otóż przestała działać opcja wklejam, czyli control + v. Dlatego po napisaniu tego tekstu w Wordzie, musiałem go przepisać jeszcze raz w blogu, bo wkleić się nie dał. Kara za przerwę?

Obserwatorzy

O mnie

Warszawa, Poland
Kibic sportowy